Blog > Komentarze do wpisu
Już październik.

Od mojego ostatniego wpisu upłynęło tyle czasu, a ja mam wrażenie, że zaglądałam tu najpóźniej przedwczoraj… Życie toczy się w takim tempie że ja kompletnie nie ogarniam. W trakcie tych… zaraz….niech policzę…. ponad trzech tygodni wydarzyło się bardzo wiele rzeczy. Ot choćby przesympatyczne spotkanie z Kabamaigą w jej Stukolorowej Kuchni pełnej zakamarków i niespodzianek niczym Stumilowy las. Albo atmosferyczny  koncert zespołu Anathema , którego Untouchable zachwyca mnie za każdym razem.. Wydziergałam kilka broszek, obdarowałam znajomych,pojawiło się kilka myśli na temat własnego zakątka, w którym spotykałyby się kobiety, gdzie pachniałoby maślanymi ciasteczkami i migdałowa tartą, gdzie podawałabym herbatę, może przy okazji sprzedawała kwiaty i inne drobiazgi, na przykład moje filcowe broszki albo obrazki? Było też sporo spraw we mnie, niektóre toczą się do tej pory. Dziwne sny w których wymieniałam kilkakrotnie słowo „wróbel” i to – co dość osobliwe – za każdym razem po angielsku, w których oglądałam niezliczoną ilość par butów, ostatecznie wybierając jeden czerwony….

I o tym wszystkim chciałabym Wam napisać w szczególe na ten tychmiast, w całości lub po kawałku jednak to musi zaczekać.

W ostatnią sobotę umarł mój Dziadek. Człowiek wielkiego serca i niezwykłego poczucia humoru. W tym momencie powrócił do mnie  bardzo wyraźnie obraz, który kreśli się w mojej głowie od jakiegoś czasu. Który zamierzam narysować, choć na to czas najwyraźniej nie nadszedł, ponieważ ciągle widzę tylko ogólny zarys, rozmazane kształty. A tak mam, że zabieram się za kredki dopiero wtedy kiedy widzę wszystko wyraźnie, stąd też proces  mojego rysowania tak długo trwa…. 

Mój obraz to rozłożyste drzewo. Z wyraźnie zaznaczonymi sześcioma gałęziami łączącymi się bezpośrednio z moją, z których w czterech nie ma już życia… nie wypuszczą listków, ostatnie kropelki żywicy przepływają przeze mnie, opatrując moje rany. Genealogia odwrócona do góry nogami. Podświadomie w kierunku ziemi, końca, upływu czasu. Przemijania.

Jest mi naturalnie smutno z powodu tego, że nie żyje ani Babcia ani Dziadek, którzy dali życie mojemu Tacie. Że nie żyje też On. Przecież naturalnie powinniśmy spędzić ze sobą jeszcze co najmniej trzydzieści lat. Jestem z tym pogodzona jednak to straszne myśleć że nie ma tej części drzewa, która w połowie stworzyła mnie. Ze nie ma już tez drugiego Dziadka, części drugiej połowy wiązki …. Czuję wyraźnie, że źródło mojego życia płynie już tylko z jednej strony. 

Jednak to nie będzie ponury obraz. Bo to  nie na smutno, nie. Bardziej na kolorowo w pastelowych  barwach  melancholijnego pogodzeniem się z tym co nieuniknione.

 

obraz: Jacek Yerka

http://www.facebook.com/Yerkaland



piątek, 12 października 2012, paniszalo
Tagi: Yerka

Polecane wpisy