RSS
środa, 23 marca 2016
Podróż.

Bunt, obraza majestatu na los, życie, Boga. Dużo rozpaczy, poczucia krzywdy i żalu. Wstyd się przyznać ale również chęć odwetu. Miotanie się, odbijanie od ścian, rozedrganie, rozpaczliwe próby  ogarnięcia swoich potrzeb i pragnień. Koszmarne sny z których budził mnie własny krzyk. Wtedy nie było odwrotu. "Wtedy" musiało się zdarzyć. Trudna i bardzo bolesna lekcja na temat wzajemności, przyczyn i skutków, porzucenia i odrzucenia. Rozprawka na temat skrajnych emocji, wywoływanych przez osobiste traumy, których na "wtedy" nie dało się okiełznać. 

...

Aż wreszcie przyszedł dobry sen, a po nim dzień ze słońcem i kres tego etapu podróży, w którą wyruszyłam, by zrozumieć. 

Dziś bijące serce, zrozumienie, akceptacja i zgoda. Wzruszenie, pokora, wybaczenie. Cisza i spokój oraz nieustanna, niekończąca się nadzieja i wiara w miłość. 

Wielki Tydzień.

środa, 24 lutego 2016
Sennik

złoto piasku

ciepła dłoń

w kosmyki

włosów ciemnych

wplątuje

wiatrem

niesiony śmiech

bursztynowy

zatrzymany

ustami stęsknionymi

pragnienia

szepcząc

on, ona, ono

jesteś, jestem, jest.

 

obraz snu niemego

z nocy 

krzykiem wybudzony

serce rozrywa

 

na zawsze

w nieprawdziwym

objęciu umierając.

 

 

 

fot: Sygnowano Robert Żełaniec Fabryka Obrazu

sobota, 13 lutego 2016
13022016

Załamanie wiary.Obezwładniająca bezsilność.Zmęczone rozpaczą ciało.Tłuczące bicie serca.Oddech po to,by przeżyć.Miliony sekund pustki.Poprzednie życie.

Czasem jeszcze płaczę.

Katharsis.

 

fot: Robert Żełaniec

niedziela, 17 stycznia 2016
Odcień czerwieni.

 

obróć w palcach

moje ciało

miękkie

dotknij

wypełnij

zatrzymaj

na ustach

niecierpki smak

namiętności

karminowej

 

niedziela, 27 grudnia 2015
Rewers

 

pod rozgwieżdżonym niebem

granatowy cień

kobiety

chłodny piach 

między palcami

przesypuje

 

ziarna

 

licząc

spadające kamienie

nieukwieconych łez

kurczy się

w rozpaczy

pakując nagie ciało

do pudelka

 

pozorów

 

atłasowa wstążka 

zawieszona krzykiem

na sierpie

srebrnego księżyca 

rani dłonie

 

beznamiętne

 

krwią

zakrzepłą 

opada miękko

na ostrą

krawędź serca

 

fot: https://www.facebook.com/tkliwinihilisci/photos/pb.133754046662996.-2207520000.1451247734./983726484999077/?type=3&theater

niedziela, 15 listopada 2015
Odczarowane.

Dziewczynka pobladła. Wstrzymała oddech. Ścisnęła w dłoni wspomnienie. Przytuliła do serca. Pocałowała ostatni raz. Cisnęła z całej siły. Huk fal zagłuszył żałosny plusk. Przetarła ręką oczy. Zapiekły.

Mokry piach. Zimno i wiatr. Kot spojrzał na nią z wyrzutem. Dziewczynka przygarnęła go i otuliła szalem. Wróci tu niedługo. Bez strachu. Bez przeszłości.

 

niedziela, 18 października 2015
Klasyka gatunku.

Stała przy kamiennych stopniach. Lekko upojona wódką chłonęła ciepło wiosennej nocy. Zachwiała się na wysokich szpilkach. Chwycił ją w ostatniej chwili. Stanął za nią. Odgarnął jej ciemne włosy, musnął językiem odsłoniętą szyję. Odchyliła głowę. Dotknął łapczywie jej piersi. Czarna sukienka zmarszczyła się na biodrze. Podciągnęła ją powyżej koronkowej podwiązki. Przytrzymał ją. Poddała się. Zakrył dłonią jej usta, tłumiąc krzyk namiętności.

...

Siedziała na kamiennym stopniu. Przenikliwy chłód okrywał jej coraz chudsze ciało lodowatym szalem zamarzniętych łez. Zapaliła papierosa. Odkaszlnęła. Zakryła dłonią usta, tłumiąc krzyk.

23:00, paniszalo
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 września 2015
Zielony ręcznik.

To był ułamek sekundy. Usłyszałam własne słowa gdzieś poza sobą, tak jakby wymknęły się spod kontroli. Usłyszałam jak mówię że to już, że nie wytrzymam, że dłużej nie chcę. Dopiero chwilę później dotarło do mnie co się dzieje, zaczęłam się potwornie bać. Kiedy pakowałam w kartony nie swoje życie płakałam z żalu, poczucia straty i porażki. Moja bezsilna i zrezygnowana dusza kurczyła się z każdą chwilą. Potem była złość, żal i smutek, że po tamtym czasie nie zostało mi nic poza czarną otchłanią i niewyobrażalną pustką. Później refleksja, że to jednak nie był stracony czas, bo dowiedziałam się o sobie więcej niż kiedykolwiek przedtem. Odkryłam najciemniejszą stronę swojej mocy, wiem do czego jestem zdolna, kiedy jestem bardzo zraniona. Że nigdy więcej nie chcę czuć tak jak wtedy ale też że mimo wszystko kocham i umiem walczyć o ocalenie. Teraz, kiedy mój świat powstaje na nowo wypełnia mnie spokój wynikający z głębokiej akceptacji i zgody na to, co niesie życie. Także z tego, że po prostu wybaczyłam. Sobie też.

Zamknęłam drzwi.

 

 

20:11, paniszalo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 czerwca 2015
Powietrze

Hana_Al_Sayed

 

spierzchniętymi ustami

wykrzyczane

słowa spływały

cierpkim strumieniem

 

tnąc w powietrzu

zawieszoną miłość

na kawałki sumienia

niechcianego

 

w purpurze rozpaczy

utopione westchnienie

odetchnęło z ulgą

rozgrzeszone szeptem

pozorów

  

fot: Hana Al. Sayed

 

 

21:53, paniszalo
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 maja 2015
Bez.

Na krawędzi chmury

przyczepiona złudzeniem

zawisłam

kroplami deszczu

ociężała

wierzgam nogami z waty

Głowę wychylam za horyzont

pragnień zbyt moich

niewidzialnymi

oczami przewracając

świat do góry

na drugą stronę

Spragniona

bez skazy radość pojmować całością

łapię sercem

zbyt wiele powietrza

bez tlenu.

 

 

 

piątek, 19 grudnia 2014
Hi,hi,hi ;))

O! Kurka! to już pół roku jak mnie tutaj nie było ciałem.. no pacz pan, pacz pani jak ten czas leci. No ALE :) dziś mnie natchnęło  ;)) nie żeby tam od razu o życiu, o śmierci i po męsku ;)) tak chciałam dać upust słowom co się nagromadziły i zawołać do tych, którzy chcą usłyszeć : hielou , jam jest :)))) :)

Ojej - ile to się nie działo ;)))))) hi,hi,hi ;))) kołowrót, kołomyja czy przewrót  - zwał jak zwał ;) Poza tym jak wykonałam ruch życia (że wspomnę historię...  :))))) w tak zwanym międzyczasie przeżyłam wakacje, które śmiało mogę nazwać jedną z największych przygód jakie do tej pory przeżyłam :) Od Barcelony, poprzez Saragossę, Toledo, Madryt, Salamancę i inne na Alicante kończąc w doborowym towarzystwie bawiłam się cudnie i wyśmienicie ;)) W różnych lokalach bywałam, turnus pierwszy, drugi i trzeci przeżyłam no i po raz kolejny moja ukochana Hiszpania odkryła przede mną swoje tajemnice :) ...to było latem, a po lecie przyszła jesień :) a jesienią..... powstała Szaloika :) zainteresowanych odsyłam do albumów, żeby sobie można było popatrzeć co ja tam... ;) NO :) to powspominałam :)

Ogólnie rzecz biorąc, podsumowując ostatnie pół roku swoją sytuację życiową oceniam jako korzystną i atrakcyjną ;) trochę brakuje tego czy tamtego ale zgrzeszyłabym mówiąc, że jest mi źle :) Fajnie też zmieniło się moje postrzeganie, sama się nieco wzmocniłam, odzyskałam siły, nabrałam powietrza i rozwinęłam skrzydła :) czy to dlatego, że uwolniłam się od ponurej rzeczywistości, która wracała ze mną do domu i szczerzyła zęby z przemęczenia, nerwów i niepewności? czy dlatego, że odetchnęłam pełną piersią i poczułam moc? czy dlatego, że odważyłam się pokazać szerszej publiczności coś, co w mojej zbłąkanej głowie uznawałam, nie wiedzieć czemu, za wstydliwe i niewarte uwagi innych? ... mogłabym szukać ale w sumie po co? sytuacja jest taka, że skrzydła mam szeroko rozpostarte, jestem zadowolona z tego co mam, kim jestem i jakie mam życie :) a najfajniejsze jest to, że z dnia na dzień odkrywam coraz więcej własnych możliwości o których pojęcia zielonego nie miałam :)

...i to jest fajne :) Lubię ten stan :)

a to na dobranoc :) https://www.youtube.com/watch?v=JsXQoNvwniI

 

01:43, paniszalo
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 czerwca 2014
Latem...

 

 

...

muśnięte

truskawką

usta rozchylam 

i pocałunek

smakujący kawą

rozmieniam

na drobne promienie

słońca

migotliwą pieszczotą

przynoszące

pożądanie

 

 

czwartek, 19 czerwca 2014
ojej :)

... jak dobrze :) mieć nareszcie lapka z powrotem. Przez czas kiedy odmówił posługi musiałam "pracować" na tablecie ... to ... no proszę Państwa. Masakra była. Ale teraz.... jejejejjeje :) nareszcie NORMALNA klawiatura :) choć system operacyjny nowy i całkiem mi nieznany (jeszcze) to cóż :) jest moc :))) I nareszcie wracam na łono Pani Szalo.

Ile to się nie zadziało od mojej ostatniej wizyty tutaj. Ojojo :) Najważniejsze między innymi ....

Niebieska wzięła udział w turnieju szachowym z prawdziwego zdarzenia. Z niezwykłą przyjemnością i dumą patrzyłam jak na twarzy mojej małej (!!!) córeczki maluje się wielkie skupienie, ruchy są przemyślane, pewne i pełne gracji - jak na prawdziwego szachistę przystało. Niebieska ostateczne zajęła szóste miejsce (na dwanaście dziewczynek w swojej grupie wiekowej), co uważam za wielki sukces, gdyż pierwsze trzy miejsca zajęły dzieci grające w szachy w klubach sportowych, a Niebieska "na poważnie" gra w szachy dopiero od zeszłego września.

Następną niezwykle istotną kwestią w moim życiu jest nieoczekiwana miłość do regularnego uprawiania sportu. To niesamowite jest jak człowiek może zmienić podejście do znienawidzonej wcześniej siłowni, kiedy trenuje pod okiem pełnego entuzjazmu trenera. Przyznaję - tak - bez żandarma nie byłabym w stanie się zmobilizować do niczego więcej poza bieżnią, rowerkiem no i może orbitrekiem. Kiedy jednak ktoś ustala mi zestawy ćwiczeń ( na gazelę, na JLo czy rusałkę ;))), pilnuje, liczy, dopinguje jest całkiem dobrze. Chociaż nie mówię, że jest  łatwo bo nikt tego nie obiecywał - ćwiczę w pocie czoła, czasem resztkami sił i chwilami naprawdę mam dość bo trener mnie nie oszczędza (ale nie jest w końcu od głaskania po głowie ;)))) ale w gruncie rzeczy to dobra zabawa i kupa  śmiechu :) Przy okazji - a może przede wszystkim przeskakuję samą siebie, mogę więcej niż mi się wydawało i odkąd zaczęłam regularnie ćwiczyć nie wiem co to jest ból kręgosłupa. Więc same pozytywy :) no i tymczasem... borem ... lasem... skrada się zgrabna sylwetka :)

Najfajniejsze jest jednak to, że już za miesiąc o tej porze będę - razem z moim Ukochanym i Niebieską - pławić się w pięknym, niebieściutkim morzu :)

juppi ;)

... i tym optymistycznym akcentem kończę pierwszy wpis z nowej serii Pani Szalo :)

 

18:08, paniszalo
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
PUP

Choć ostateczną decyzję podjęłam w ciągu kilku sekund - mam poczucie, że była jedną z najbardziej przemyślanych i świadomych. Długo we mnie dojrzewała, być może dlatego czuję wielki spokój. Dawno nie miałam takiej pewności, że od początku do końca postąpiłam słusznie. I choć oczywiście - boję się, bo nie wiem jak będzie dalej to uczucie wielkiej ulgi i dumy jest bezcenne. Sprzeciwiłam się i powiedziałam o tym głośno.

Nie można uznawać patologii za normę tylko dlatego, że ma się kredyt w banku.

Zdecydowałam. Odeszłam.

Kropka.

16:45, paniszalo
Link Komentarze (1) »
środa, 26 marca 2014
Na cztery.

Pamiętam chwilę, kiedy zamieściłam na blogu pierwszy wpis. Pamiętam moment, kiedy zauważyłam, że pisanie jest nie tylko terapią ale sprawia mi niezwykłą przyjemność. Pamiętam uczucie, kiedy pojawił się pierwszy komentarz, kiedy uświadomiłam sobie, że coraz więcej ludzi do mnie zagląda.

Pani Szalo ma cztery lata. Przez ten czas ubrałam w słowa nieskończoną ilość moich myśli, zamknęłam w ramach kilkadziesiąt plam moich emocji nadając im kształt poetyckiego mgnienia,  namalowałam kilka obrazów, napisałam kilka wierszy i bajek. Przez ten czas moje życie wywróciło się do góry nogami i zaczęło biec nowymi torami. Przez ten czas przez moje życie przewinęło się wiele osób. Kilka z nich zostało ze mną, część rozpłynęła się we mgle. Zawarłam cenne znajomości z autorami innych blogów, poznałam osoby z niezwykłymi talentami lub po prostu sercem na dłoni. Wiele z tych osób mnie zainspirowało, zachęciło, dodało skrzydeł. Jestem inną sobą, w zupełnie innym miejscu życia, niż wtedy, kiedy powstał ten blog. To co się jednak nie zmieniło to moja ślepa wiara w ludzi i miłość.

Wędruję sobie po meandrach duszy mojej, odkrywając coraz to  nowe zaułki. Cieszę się, że w tej podróży mam Towarzyszy - dziękuję Wam za to, że czytacie nierówne literki moich myśli.

11:20, paniszalo
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 24 marca 2014
Popołudnie.

Ciągnie się za mną od zeszłego tygodnia myśl niepokojąca, chciwa - zagarniająca całą moją uwagę. Wyskakuje zza rogu podświadomości, świdruje w głowie, szeleści kartką książki, jest bolesnym ukłuciem igły sutaszowego wzoru. Chciałabym ją odczarować, spłycić, wyśmiać, wyszydzić nawet...

 

Ukradłam sierp

księżyca

szczęśliwości świętość

bladą

z nieba zachodu

wybujałego

serce zamarłe

wskrzesić chciałam

wstrząsem brzasku

jasnym

szukając promyka

wschodzącego ciepło

potknęłam się o cień

własny

szary

na progu świtania

skulony.

 

fot: Kuźnica, Hel 2013. Pewnego dnia, wczesnym rankiem.

wtorek, 18 marca 2014
Nieme kino.


Obejrzałam ostatnio film. Deszczowy, czarno-szary, niskobudżetowy. Przydymiony, za szybą nieco, nieromantycznie nachalny. Banalna historia, jakich wiele. Może to nawet i nic, może to po prostu taka konwencja komediowa, do której nie ma co przykładać wagi, zwłaszcza, że byłam tylko przypadkowym widzem ale jakoś cały czas czuję ból palców przytrzaśniętych przez składający się znienacka fotel kinowy.

Napisy końcowe.

Nie na wszystko jest usprawiedliwienie.

Nie wszystko jest na wyciągnięcie ręki.

Są nieprzekraczalne granice.

Świętość zasad istnieje.

piątek, 07 marca 2014
Nie-recenzja połaskotana.

Na dworze chłód, ciężkawe chmury straszą deszczem. Błyszcząca czarnymi piórami sroka łypie na mnie zza szyby okiem ciekawskim. Ja, niewzruszona na miękkiej kanapie z filiżanką kawy zasiadłam.

Wzięłam do ręki srebrny tomik - teleport do świata równoległego. Wiem, co zastanę  jednak chcę po raz kolejny tam pójść.

Stoję na wielkiej górze usypanych pośrodku zgniecionych papierzysk, zapisanych kartek, pożółkłych brulionów, pomarszczonych okładek niebieskich zeszytów. Szeleszczą niczym zaschnięte liście, kiedy z wysiłkiem odgarniam je, by otworzyć drzwi kolejnego wiersza.

Niezmierzona, szara, przerażająca przestrzeń niepokoju poszatkowana żeliwnymi słupami wartości naczelnych.  Od odrapanych ścian odbija się głuche echo buntu prowokująco wrzeszczące. Wiatr nieoczywistości świszcze w wielkich oknach pomiędzy zardzewiałymi ramami bez szyb.

Trudne. Początkowo spore wyzwanie dla mnie, jako czytelnika nieprzyzwyczajonego do potraktowania poezji słowami kanciastymi, jakby nie do wiersza. Niemiękkie, czasem bardzo ponure metafory  to wędrówka przez kręte ścieżki i strome urwiska rzeczy ujętej wprost lecz nie wprost. Szczęśliwie przestrzeń pomiędzy wersami duża, a w niej zaułki w których można na chwilę przysiąść i odnaleźć własne odcienie kolorów jakimi Autor pomalował swoją krainę.

Łoskot drogi mlecznej - Piotr Kasperowicz.

Wiersze niebanalne, interesujące, szorstkie, wyzywające. Wymagające. Czasu, przestrzeni, cierpliwości. Otulenia i ciepła.

Deszcz. Mokre pióra sroki błyszczą. Ja poruszona, niemleczną kawę dłońmi ogrzewam.

 

Zdjęcie:  Bez tytułu, Łódź, 2000 © David Lynch



Bez tytułu, Łódź, 2000 © David Lynch

Więcej pod adresem: http://garvest.com/Fabryki_jak_katedry,152.html



sobota, 08 lutego 2014
sen się ziścił .... :)

 

Hortensje gotowe :)

a na warsztacie kolejny mój sen o latawcu zawieszonym wysoko, wysoko w chmurach. Jego ogon tworzyły tęczowe szarfy, spływające prawie do ziemi. Podskoczyłam i chwyciłam jedną, latawiec uniósł mnie łagodnie do góry, po chwili siedziałam na krześle, a kolorowe wstęgi leżały na moich kolanach. Wszystko, poza ogonem latawca było w odcieniach szarości, a ja bardzo, bardzo malutka.

naszkicowany na szybko, żeby nie uleciał... :)



:))))

17:50, paniszalo
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 lutego 2014
Na dobranoc

 

migotliwym puchem

pragnień

przykryta

bosą stopą

strącam

gwiazdy tęsknot

niespodziewanych

szeptem nienasycenia

szukam

dla zmysłów kołysanki

dzwoneczkami

ckliwymi

wypełnionej

 

obraz: Edward Okuń

 

 

niedziela, 26 stycznia 2014
Harmonia zmysłów



 

nuty

pragnienia

w pościeli

stłoczone

pod ciężarem

wiszącego

na szyi niedomówienia

klucza codzienności

nuciły

ciszą

zapomnienie

 

środa, 11 grudnia 2013
Drogi pamiętniku.

Codziennie przelatuje przez moją głowę tysiące myśli wartych zapamiętania, zapisania nawet, bo czasami układają się w zgrabne zdania, strofy wierszy właściwie gotowych. Jednak od jakiegoś czasu ich nie łapię. Nie wiem dlaczego. Czy stałam się leniwa, bo nie mam ochoty podskoczyć, wyciągnąć ręki i złapać kilka kolorowych motyli? A może jestem po prostu arogancka, zjadłam wszystkie rozumy i mi się wydaje, że nikt nie jest godzien by moje myśli poznać... ? ;))

Może jednak jestem niechlujna bo znowu dopuściłam do tego by w mojej głowie  zalęgły się robale strachu przed niewiadomoczym. Kreatury, które hamują mnie i sprawiają, że czuję się we własnej skórze jak przebieraniec. Jeśli czasem wstydzę się własnych myśli przed samą sobą, to co dopiero przed innymi....? Nie umiem tego wyjaśnić nawet sobie. Ratuję się ucieczką, bo nie mam wystarczająco sił mierzyć się z tym, czy z tamtym. Wszelkie konfrontacje, konwersacje - nawet rozmów o niczym- napawają mnie nieuzasadnionym lękiem. Wydaję się sobie nijaka, przezroczysta. Moje przemyślenia wydają mi się interesujące tylko dla mnie, śmieszne i niewłaściwe dla innych, nieprzystosowane, wykręcone i głupkowate. Często ogarnia mnie paraliż, gubię sens własnych słów, chcę zapaść się pod ziemię, schować się do mysiej dziury. Co ze mną jest nie tak?

Szukam schronienia.

Wlazłam za mur, wskoczyłam do studni w której nie chciałam się znaleźć ale czuję, że to jedyne bezpieczne dla mnie miejsce.

Czyżbym wróciła do punktu wyjścia?

nie, nie, nie. Nie chcę.

 

 

... a na zdjęciu fragment jednego z najpiękniejszych murów jaki widziałam w życiu. Alhambra.

sobota, 12 października 2013
Myśli.

przez oko

wymknęły się

wrzeszczące

czarne

trzepocząc

skrzydłami

połyskliwymi

uwolnione

na ciężkich

chmurach

wśród ciszy

rozdrapując

serce

płyną

czwartek, 03 października 2013
3 razy nic.

No do jasnej ciasnej. Co się ze mną dzieje????? gdzie nie spojrzę tam nic nie widzę, bo mi łzy zalewają oczy. Co się nie odezwę to mam sobie ochotę wyrwać język, żeby nie gadać bo i tak nikt nie słyszy, a mnie tylko boli. Gdzie jest moja radość, gdzie są moje kolorowe sny, gdzie jestem ja???? co, kiedy i gdzie zgubiłam, co przeoczyłam, co zaniedbałam, że czuję się jak wypluty irys na firance bez ładu i składu odhaczający kolejny dzień w kalendarzu? tłukę się po własnym ciele jak groszek w puszce i nic tylko głuchy łomot. Mam ochotę dać sobie porządnego klapsa na otrzeźwienie. Myślec tylko i wyłącznie racjonalnie, nie oglądać się za siebie, wyłączyć funkcję rozmyślania i potrzebę romantycznych uniesień. Po co mi te wszystkie ulotne nastroje, co to czynią mnie niemalże wróżką zębuszką, skoro i tak nie spełniam oczekiwań bo jestem zbyt albo za mało albo wcale albo nigdy. W nosie to mieć i być twardym jak kupa żelaza. Czy tam czegoś co jest twarde.

Czasem mam ochotę porzucić siebie. I to jest właśnie ta chwila.

Chciałabym ,żeby moje przekonania (obecnie blade jak ściana) znowu nasyciły się barwami. Muszę wbić sobie raz na zawsze do głowy, że SAMA DLA SIEBIE jestem wystarczająca. Bo coś mi mówi, że to chyba o to chodzi. Chyba, chyba.... Nie chyba tylko właśnie o to chodzi. Jestem kierwa jaka jestem. I taką powinnam siebie lubić. A przynajmniej akceptować. A ten stan znam, bo już go ogarniałam. I było mi tak dobrze. A teraz jakby znowu znalazłam się poza ogródkiem, a gąskę  słyszę z daleka. Wrócić chcę.

 mapa... mapa... gdzie jest mapa????

 

zdjęcie stąd: http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Three_Wise_Monkeys,Tosho-gu_Shrine.JPG

środa, 02 października 2013
No.

Pustomyślimoichstan trwa, choć zauważam delikatne przepływy w naczyniach krwionośnych mojej duszy czyli jest nadzieja, że przeżyję ;)

Ogólnie od dłuższego czasu prześlizguję się pomiędzy nocą, a dniem po drodze kilkakrotnie tracąc grunt pod nogami. Jest mi jakoś ... hmm.. nie wiem. Nie umiem tego stanu nazwać, do niczego porównać, jakbym nie miała myśli chociaż wyraźnie czuję, że coś mi ciąży. Coś co  wwierca się w głowę i robi wielką dziurę do której potem wlewa się lepka maź bezradności i bezsilności. Błoto, glajda, bagno. Sama ze sobą bawię się w chowanego. Jesień. Czas w którym ewidentnie mi się pogarsza. Strach jest ;).

Dobra - byle do wiosny :) idę szukać siebie w łóżku ;)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13