RSS
czwartek, 26 stycznia 2012
Strzał w 10. O żywieniu.

Siedzę z Niebieską, układamy księżniczkę z koralików do prasowania (wiem, wiem brzmi jak brzmi ale tak jest , fajna zabawa swoją drogą). Po kolacji na którą jadła tosty. Młoda coś chrupie. Myśląc, że to koralik pytam co ma w buzi.

- Zeschnięty płatek kukurydziany - odpowiada Młoda i chrupie dalej.

- Skąd?!!!

- Z PRZEDSZKOLA.

 

ekhm. Jutro musze sprawdzić w jadłospisie przedszkolnym, kiedy ostatni raz na śniadanie były płatki kukurydziane. Mam nadzieję, że nie w poniedziałek.... ;)))

22:24, paniszalo
Link Komentarze (13) »
środa, 25 stycznia 2012
Skromna (?) definicja (?) jak ta lala (?) ;)))



"Nooo... takie Kilimandżaro, taki żywioł, patataj i refleksja, precyzja i odlot, świadomość co po co i dlaczego, a jednocześnie otwarcie na bardzo różne różności które ludzie w życiu uprawiają i które się przydarzają. Urok osobisty i jego widoczna świadomość, która go jeszcze bardziej podkręca, a nie niszczy. Taki rodzaj niepustej próżności którego za bardzo nie znam, najczęściej jest skromność i zwinięte skrzydełka, albo denerwujące gwiazdorzenie albo coś pośrodku, ale takie bardziej letnie... Kobieta totalna ma to jakoś w poprzek tych pojęć i zupełnie nie letnio ;-) Mam na myśli urok jako człowieka w ogóle, nie tylko w sensie kobiecości"

... jakby tak dołożyć do tego wkurw od czasu do czasu, smędzenie, zrzędzenie, płacz mniej lub bardziej adekwatny, myślenie na okrągło, rozkminianie piard albo rozwiązywanie zadań z treścią w nocy o północy itp ...  to faktycznie - wypisz wymaluj ja ;)
hahaha :)

zdjęcie ze strony: Interia fakty

niedziela, 22 stycznia 2012
neennuuu nannauuu łeeenneee ;)))))))))))))))

Jest godzina 13.15. Słownie trzynasta piętnaście. Siedzę na mej miękkiej brązowej kanapie, we szlafroku we niebieskie kwiatki, kot Filemon posapuje, ja piję drugą kawę, wesoło konwersuję za pomocą wszelkich dostępnych kanałów komunikacyjnych i mam absolutnie nastrój na przeloty prosto z Festiwalu Twórczości Żenującej. Takie swobodne interpretacje, teksty wysublimowane, wszystko w cudownych oparach absurdu wcale nieduszącego :) Wię, że nie każdy musi to lubieć ;) ale ja żenująco śmieję się do rozpuku z całej tej żenady :) Bo i żenująca też jestem, a jakże ;)))) I chciałam o tym fakcie poinformować szanownych telewidzów, w to niedzielne baaardzo leniwe popołudnie, kiedy wciąż przeciągam się horyzontalnie ;)

... wstać czy nie wstać.. oto jest pytanie :) Trzeba po prostu pytać, a nie czaić się z kwiatami buahahhahhaaha ;))))

A właściwie to historia bez puenty (no tak, w sumie tak ;))) Raz mogę ;) W końcu, kto bogatemu zabroni się bawić, a biednemu bogato żyć, hę? ;)))

;)

ps. 1 Cytat w tytule pochodzi z przeboju O Boże, Bożenko , a na deser (hahhahha) mój ulubiony z tego samego garnka - wzruszający do bólu i łez, nieśmiertelny hit .... :))))))

ps.2. wstać, wstać bo na szesnastą Rzeź :)

Sęk ju sęk ju :)

Drodzy Parafianie :)

DZIĘKUJĘ serdecznie za wszystkie głosy oddane na Panią Szalo :)

Dwie złote kulki dla Dwulatki i ostatecznie miejsce w pierwszej setce wśród ponad siedmiuset  zgłoszonych :) cieszę się tym bardziej, bo Wasze i mój (;)))) głos nie poszły na marne -  dorzuciliśmy się do turnusów rehabilitacyjnych :)

Wszystkich Autorów, którzy znaleźli się w II etapie serdecznie pozdrawiam i życzę powodzenia :)  już wytypowałam swoich faworytów w trzech kategoriach i gorąco im kibicuję :)

Jeszcze raz ściskam i cieszę się, ze brać blogowa tak się wzięła i zebrała do dobrej zabawy :)

 

* zdjęcie ze strony http://hanula1950.blox.pl/2009/03/PORTRET-POLSKIEGO-INTERNAUTY.html

13:05, paniszalo
Link Komentarze (2) »
sobota, 21 stycznia 2012
"A kiedy już przyjdzie czas... "

Z dzieciństwa pamiętam taką scenę: jestem w kuchni, w oknie firanki, okno na dom sąsiada (ach... ;)))))hihihi), rządek jasnych szafek pod ścianą, jasny drewniany stół z lekko połyskującym blatem wykończony ciemną listwą, w tym samym stylu drewniana kratościanka, a na niej bezcenna kolekcja żelazek z duszą. Na stole (?) stary magnetofon kasetowy Grundig. I grana na okrągło ta sama muzyka z kasety. Chyba różowej. I Zielonooka śpiewająca. "Kawiarenki" .

To jedno z najpiękniejszych wspomnień i jedna z najpiękniejszych piosenek jaką znam. Taka ciepła, melodyjna i kobieca. Jak moja Mama. Jak ja.

***

Irena Jarocka [*]

20:09, paniszalo
Link Komentarze (3) »
czwartek, 19 stycznia 2012
nas bohaterów prądem???....

Jechałam wczoraj rano trampem w którym capiło trampem i myślałam o wyposażeniu człowieka w pozytywne nastawienie do świata. Nawet w wersji demo jest tego sporo. Więc teoretycznie na jakiś czas powinno wystarczyć. Mało tego z biegiem lat powinno naturalnie przybywać. A więc..

... łe kurza. To temat jednak na dłuższą chwilę  i niekoniecznie na ten stan. Wrócę do niego w bardziej stosownym momencie. Bo dzisiaj... no cóż. Wyglądam jak za pięć pierwsza choć jest pięć po drugiej, łeb mam trzy na dziewięć i żadnego koloru na twarzy.

Młoda sprzedała mi wirusa. Ry wirusa z Ussssssaaa...

FOK. z tego wszystkiego zapomniałam o liściach laurowych do rosołu :/

*

Jeśli lubisz Panią Szalo wyślij SMS o treści A00644 na numer 7122.

Koszt 1,23 brutto. Dochód z SMS'ów zostanie przekazany na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych.

14:08, paniszalo
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 stycznia 2012
Sto kolorów kuchni *

Jedzenie to jedna z najprzyjemniejszych czynności jakie znam. Poza spaniem ;)

Jestem absolutnym smakoszem. Lubię przygotowania do gotowania, kiedy najpierw pojawiają się bąbelki, później koralowe bulgotanie, kiedy orzechowe smaki wymykają się spod niedomkniętej pokrywki. Lubię te kulinarne delikatności, wyrafinowania i przyprawy wszelakie, kardamonową pieszczotę, odrobinę migdałowego zapachu na zakończenie przyjemnej uczty.  Lubię kiedy robi się gorąco, kiedy parzy aż tak, że powinno się syknąć i chwycić za ucho, a jednak trzyma się ręce w ogniu.

Tak cudownie smakuje kawa wypita później niż zwykle się ją pija. Tak apetycznie, aksamitnie i wcale niegorzko jest, kiedy czekolada rozpływa się w ciepłych dłoniach. Bosko gdy cynamon słodkawo - korzenny pachnie rdzawym rulonikiem namiętności, a imbir pławi się w gorącej herbacie pomarańczowej rozkoszy...

Jestem na diecie. Bo tak postanowiłam. Bo nie lubię gotowania w pośpiechu. Bo uwielbiam rozkoszować się, smakować, ucztować. Bo nie chcę przed jedzeniem zapychać się landrynkami.

***

* to najfajniejszy blog kulinarny w sieci :)

 

***

Jeśli lubisz Panią Szalo wyślij SMS o treści A00644 na numer 7122.

Koszt 1,23 brutto. Dochód z SMS'ów zostanie przekazany na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych.

22:58, paniszalo
Link Komentarze (6) »
piątek, 13 stycznia 2012
Lato było jakieś szare.

Od tamtej chwili płaczę dużo. Dużo nawet jak na mnie. Musze wypłakać wszystko. Do samego końca. I mam nadzieję, że nie zabraknie mi łez.

Dobrze jest umieć płakać. Dobrze, że znowu to potrafię. Szkoda, że muszę.

 

Tkwić
w szarej sukience
i podziwiać jak oddychasz.
Taki to był ten mój program.
Okazało się jednak, że należy
lśnić, błyszczeć, wibrować,
mieć myśli i pomysły,
być kimś,
mieć głowę na karku,
na głowie lok,
nad lokiem aureolę,
nad aureolą ptactwo,
dla ptactwa ziarno,
na ziarno pieniądze,
pieniądze za muzykę,
muzykę za ciebie,
za oddech
i za szarą sukienkę.


****

Jeśli lubisz Panią Szalo wyślij SMS o treści A00644 na numer 7122.

Koszt 1,23 brutto. Dochód z SMS'ów zostanie przekazany na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych.

czwartek, 12 stycznia 2012
Poszły konie po betonie :)

 

Jeżeli macie ochotę - zapraszam do głosowania na blog Pani Szalo :)

Głosowanie polega na wysłaniu SMS na numer 7122. W treści SMS konieczne jest podanie unikalnego numeru bloga, na który chcemy oddać swój głos. Mój numer konkursowy: A00644 (po A dwa zera są ;)) Uwaga! W treści SMSa należy umieścić jedynie numer bloga,nie należy umieszczać w niej żadnych dodatkowych znaków ani spacji.

Koszt SMSa to 1,23 zł brutto. Dochód z SMS'ów zostanie przekazany na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych. 

:D

W głosowaniu może wziąć udział dowolna osoba, przy zastosowaniu zasady, że z jednego numeru telefonu można oddać jeden głos na dany blog. Ponowne zagłosowanie na ten sam blog nie jest możliwe. Można jednak głosować – z wykorzystaniem tego samego numeru telefonu – na inne blogi biorące udział w Konkursie. 

21:32, paniszalo
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 09 stycznia 2012
Gdybym mogła cofnąć czas...

... na pewno nie poszłabym tam dokąd zaprowadziło mnie serce. Na pewno nie zjadłabym tych wszystkich truskawek. Na pewno nie przeszłabym przez rzekę w stronę różowego słońca. Na pewno nie pragnęłabym tak bardzo jak pragnęłam. Na pewno nie kochałabym tak bardzo jak kochałam.

Bzdura.

 

sobota, 07 stycznia 2012
Ważne jak się kończy ;)

Ło kufa. Ja to potrafię ;)

Dzień piękny, sobotą zwany, ostatni w tym miesiącu na ziemi WielkiejPolski rozpoczął się wykonem artystycznym nr 1. 

Otóż - bladym świtem, gdzieś ok 9.30 rano wpadła mi do głowy wspaniała myśli. Skoro dziś wracam i jutro prawdopodobnie będę miała wolny dzień z przyjemnością spotkam się z Psiapsiółką mą stolycową. Skleciłam przepięknego smsa treści zachęcająco kuszącej mniej więcej brzmiącego : "Wracam dziś. Może kino jutro we dwie (no kids ;)), mam bilety w prezencie od kapitalistów, a potem kawa, kawunia, kaweczka?buziaki". I fruuuuu, wysłane. o fok! Tylko nie pod numer co trzeba. O FOK! niestety pod numer, który zdecydowanie nie trzeba. Spaliłam buraka, nie powiem, oblała mnie fala gorąca ale ostatecznie - napisałam "we dwie" co zdecydowanie nie oznacza we dwoje, więc w sumie można było zatrybić, że to pomyłka. ekhm.

Morał: W sposób przemyślany konstruować listę kontaktów (już na etapie zapisywania numeru w telefonie).

 

Wykon artystyczny nr 2 absolutnie bijący na głowę wykon artystyczny nr 1.

Wracawszy z punktu A do punktu B pociągiem IC z Niebieską, trzema walizkami, miską w której Babcia zawsze ucierała biszkopt (juppiii jest już w mojej kuchni z waniliowym zapachem wspomnień z dzieciństwa), torbą z misiem, puzzlami i piernikami oraz laptopem i karmnikiem (wykonanym przepięknie przez Dziadka dla Niebieskiej) jakoś dawałam radę. Wagon  bezprzedziałowy prawie pusty więc jazda dość komfortowa. Przy stole gdzie można się było rozłożyć z puzzlami, książką, wodą, kawą, lapem z grami itd. Podróż minęła nad wyraz szybko (mimo prawie półgodzinnego opóźnienia), zachwyciłyśmy się z Niebieską widokiem za oknem, na sacji docelowej wypakowałyśmy graty, Tygrys pomógł z bambetlami i wio. Aż tu kurka nagle OLŚNIENIE. gdzie jest lap?????? AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!! Zawrotka. Puszczam się pędem. Z wyplutymi płucami (fajki?) i wywieszonym językiem (brak regularnych ćwiczeń?) wpadam na peron nr 5. A tam... Przepięknego składu pociągu, z wagonem nr 10 a w nim na siedzeniu 32 mojego lapka ni chu.. chu... Pojechał. Ale dokąd, skoro to była ostatnia stacja? Gdzie nocują pociągi? przeleciało mi przez głowę stado pytań bez odpowiedzi. Że też nie oglądałam uważnie Tomka i Przyjaciół....  No. bosko. Prawie płacząc (a jakże) udałam się do okienka konduktorskiego. Z wydatną pomocą Pani z wewnątrz udało się zadzwonić tam gdzie trzeba. Odetchnęłam i z nadzieją czekałam na "drużynę" cokolwiek miało to znaczyć. Aż tu idzie pan. Kątem oka (choć z medycznego punktu widzenia go nie posiadam ;)) zauważam, ze dość przystojny (powinnam się leczyć ;))))) Więc idzie przystojny pan powolnym krokiem, z czarną lapkową torbą w lewej dłoni, podchodzi do rzeczonego okienka i ze stoickim spokojem pyta, czy nikt nie dzwonił, ze coś zostawił..... JA, JA, JA! PANIE WYBIERZ TRÓJKĘ, TRÓJKĘ WYBIERZ!" ach ... co to była za radość !!!!

Morał: Palenie i brak seksu nie sprzyja bieganiu (zwłaszcza za pociągami) ;)))

*

Od dworca do domu nic się nie wydarzyło. Jeżeli uda mi się wykąpać i położyć spać bez wykonów, a jutro obudzić w jednym kawałku - będę mogła uznać dzień incydentów folklorystycznych za szczęśliwie zakończony :)

 

No .... dobrze, można się jeszcze chwilę ze mnie pośmiać ;)))))))

22:39, paniszalo
Link Komentarze (5) »
piątek, 06 stycznia 2012
BTW.

szczegóły - szpalta po lewej - Blog Roku 2011 :)

:)

19:20, paniszalo
Link Komentarze (4) »
Ostatni wieczór.

Następuje dziś. Ostatni wieczór w babskim gronie na pastwisku i polu, w handlu drewnem, cegłą i kamieniem. Ostatnie niepospieszne czytanie czytadeł.

Nie chce mi się wracać do tego obrzydliwego miasta, do hałasu, zgiełku, pośpiechu, śmierdzących środków komunikacji miejskiej. Napięcia, sręcia i zadęcia.

Do zasypiania i budzenia się w samotności.

18:49, paniszalo
Link Komentarze (2) »
środa, 04 stycznia 2012
Minęło dwadzieścia kilka lat i role się odwróciły.

 

Postanowiłam zrobić  niespodziankę dla Crispii z okazji małej ale jakże ważnej uroczystości rodzinnej (Sto lat Crispinko). Niespodzianka wymagała zachodu i pełnej konspiracji (i nie były to lody). Tak więc z dwoma serkami macarpone, herbatnikami, sześcioma jajami, cukrem takim śmakim i waniliowym oraz kakao z białym wiatraczkiem w koszyku niczym  Czerwony Kapturek w podskokach udałam się do Babci, a że układ domów u nas jak w Bullerbyn, więc daleko nie było.

Kiedy parzyłam kawę do niespodzianki niezbędną przypomniały mi się dziecinne lata, kiedy w naszym gnieździe organizowane były hucznie imprezy typu ymynyny. Gości jak na święta, więc piekło się wtedy przynajmniej trzy blachy placków o smaku jakiego nikt nie jest w stanie odtworzyć. Uśmiechnęłam się na wspomnienie zamkniętych drzwi od kuchni, bo przecież biszkopt musi mieć ciepło... ach...

Stanęłam w babcinej kuchni, przy babcinym stole, z babcinym mikserem i w misce w której to ZAWSZE Babcia ucierała żółtka na biszkopt - wczoraj żółtka z cukrem ucierałam ja. Niesamowite uczucie. Babcia przyglądała się z uwagą i wyrazem twarzy zapewne takim, jaki miałam wtedy, kiedy to Ona po mistrzowsku kręciła ciasto. Pochwaliła mnie. Byłam dumna, że mogę Babci zaprezentować swoje umiejętności. Ale najbardziej rozczulające było to, kiedy wylałam słodką masę na mokre od świeżo sparzonej kawy ciasteczka Babcia zapytała: czy mogę sobie resztę wymuskać? ... i już widziałam jak babcine palce zbierają słodką masę. Od razu przypomniały mi się kolejki do maczania paluchów w puchatej masie biszkoptowej. W kolejności od najstarszej. Pierwsza Kuzynka, ja, Crispia i na końcu Druga Kuzynka.

Cudowne wspomnienie. Cudowna Babcia.

*

... a poniżej, jakby ktoś był zainteresowany -  przepis na niespodziankę. Sprawdzony wielokrotnie. Zawsze się udaje. Ot zwykłe tiramisu :)

 

Potrzeba:

2 serki mascarpone

100 gr cukru (ja dodaję jeszcze cukier waniliowy)

6 jajek (koniecznie z zaufanego źródła)

Mocna kawa (najlepiej espresso) ale ja zaparzam zwykłą sypaną lub mocna rozpuszczalną

Biszkopty – oczywiście najchętniej włoskie – ale doskonale sprawdzają się „kocie języczki”

W wersji alkoholowej – likier amaretto

 

Więc robię tak:

Zaparzam kawę , żeby sobie ostygła – w wersji alkoholowej bez fusów – dodać należy likier – żeby nie jechało alko ale żeby było czuć smak

  1. ubijam żółtka z cukrem na biały puch
  2. dodaje serki mascarpone – ubijam chwilę

następnie:

  1. w osobnej misce ubijam białka na sztywno i dodaje do masy serkowej – ale miesząc już łyżką.
  2. ciasteczka układam równiutko i nasączam kawą
  3. wylewam na to pierwszą warstwę masy, porządnie przesypuję gorzkim kakao i potem od nowa – ciastka, masa – dwie warstwy w zupełności wystarczą
  4. wstawiam do lodówki (najlepiej zrobić wieczorem, żeby przez noc tiramisu porządnie stężało, no i żeby nie kusiło...)
  5. lodówke zamykam na kłódkę ;)
  6. następnego dnia wyciągam tiramisu z lodówki ,
  7. gorzka czekoladę / kakao, scieram na drobnych oczkach i posypuje deser 
  8. spozywam z rozkoszą nie myśląc o milionie kalorii w myśl zasady, że drobne przyjemności po prostu się człowiekowi należą :)

smacznego :)



22:16, paniszalo
Link Komentarze (3) »
Po północy.

Niedawno zaczęłam czytać książkę. W sumie nie - najpierw obejrzałam obrazki. Ładne, kolorowe, kontury wyraźnie oddzielały plamy barw, zestawienie kolorystyczne takie jak lubię najbardziej. Zaczęłam czytać. Po pierwszych wersach pomyślałam, że to bardzo po mojemu, mój świat, bystre spojrzenie, słowa wyrafinowane w formie i w przekazie. Po kilkunastu kolejnych stwierdziłam, że niekoniecznie moja bajka ale historia ciągle dość intrygująca  - czytałam dalej. I kolejny przebłysk przyjemności ciepłych chwil z książką na ławce w parku. A potem znowu jakieś cytrynowe zwątpienie. W końcu jednak, trochę zmęczona tą zmiennością nastrojów, nie doczytawszy nawet do połowy odłożyłam ją na półkę. Nie wiem czy do niej wrócę, możliwe ale tylko wtedy kiedy sama do mnie przyjdzie w tej cudownej chwili tęsknoty, w jakiej tylko książki potrafią wracać. I otworzy się na właściwej stronie, będzie bez tej ślicznej, cukierkowej okładki. Może znowu będę miała chęć ją przekartkować, przyjrzeć się obrazkom, wtulić się w jej zapach, zasnąć przy niej, obudzić się i ucieszyć, że sobie po prostu leży obok mnie na poduszce.

Wróciłam właśnie ze spotkania i spaceru z Bliskimi mi osobami, po rozmowie odbytej w trakcie innego spaceru z kimś, kto mógłby być bardzo bliski. I tak mi się kmini w głowie, że szkoda trochę, że właściwie tak,  trochę dobrze, że właściwie tak... choć ostatecznie - że trudno wyważyć co tak naprawdę. Bo to co słyszymy to jedno, to co widzimy to drugie, to co się dzieje to trzecie, a właściwie najpierwsze.

 

*** ps.***

I na dobranoc, znowu.. wiem... powtarzam się ale to moja ukochana lulanka. Poza tym w miejscu gdzie widać gwiazdy brzmi szczególnie. Bo pięknie tutaj, naprawdę... pięknie. Iść, iść, iść. Nie odwracać się. Iść po prostu.Iść.

sobota, 31 grudnia 2011
Co to ja sobie dzisiaj myślę...

... chyba nie jest za wcześnie, żeby robić podsumowanie w związku z końcem roku? no nie :) a więc siup.

Co ja sobie tam postanowiłam ostatnio? hmm.. no jak tak czytam to... na dietę nie przeszłam - bo i po co się stresować i chodzić wkurzonym? ;)), jarać szlugów nie przestałam, nigdy nie była to spektakularna ilość więc przymykam oko - bo palić kurka - co poradze - lubię od czasu do czasu ;))) Szkołę skończyłam z wyróżnieniem, ważną sprawę załatwiłam. No z książką trochę kuleję ale za to napisałam kilkanaście bajek, narysowałam kilkanaście obrazków :) taddddaaaammmm mogę być z siebie dumna :)

A poza tym? no jak to w życiu Pani Szalo. Emocji milion pięćset sto dziewięćset. Ale jest o niebo lepiej niż było. Zeszło mi z głowy czarowanie rzeczywistości i udawanie, że jest słodko, chociaż faktycznie kwaśno tak, że aż gębę wykręca. Mówią, że mnie podziwiają. Dziwię się i trochę mnie to denerwuje w sumie. Bohaterką się nie czuję, jakoś fajerwerków z tej okazji nie mam ochoty odpalać, przykładu nie zamierzam nikomu dawać. Bo z mojego punktu widzenia to jednak, w pewnym sensie poważna porażka. Ale ok - zastanówmy się. Hmmm.... za co tu można klaskać... za siłę? za odwagę? za brak kompromisów w dążeniu do tego by żyć prawdziwie? w sumie może... w każdym razie dokończyłam to co miało zostać dokończone. Z bólem ostatecznie i emocjami wielkimi, bo przecież nie zawsze było źle. Było nawet fajnie... Nic to. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, chociaż serce czasami ściska. Zdecydowanie był to najtrudniejszy moment tego roku.

... co tam jeszcze ciekawego? Kilka nowych osób do mojego ogródeczka zawitało. Niektórzy zajrzeli sprawdzić tylko, czy impreza fajna i już ich nie było, inni przycupnęli tuż przy furtce i uznają to miejsce za najprzyjemniejsze dla siebie. Mi to nie przeszkadza - lubię, kiedy ludziom u mnie przyjemnie, choćby nawet i pod drzewem, o tam.. w rogu, tuż przy ogrodzeniu. Ktoś się wydarzył jak w Madison County... , Ktoś kuknął nad różami i został - barwny jak tęcza ze świata równoległego, Ktoś niespodziewanie jak piorun nastąpił....

Niektórzy zachowywali się dość niegrzecznie, frywolnie, bez uwagi biegając po rabatkach i grządkach z dopiero co zasadzonymi roślinkami. Dlatego niektórych musiałam pożegnać sama, zatrzasnąć za nimi furtkę raz na zawsze. Ponieważ nie szanowali mojego świata.

Przez cały rok jadłam dość dobrze, z gruntu pożywnie i zdrowo. Truskawki prawdy, trochę rozkosznych jagód i malin, wypiłam cały dzbanek radości. Choć nie ukrywam - rzutem na taśmę skonsumowałam i ciasteczko - słodkie jak miód. Jak się później okazało łyżką dziegciu przyprawione ale co tam. Trochę zemdliło, lekko zmuliło, czkawką odbić się nie powinno. Ciastko jak ciastko. Kruche bym powiedziała. No cóż. Wisienka na torcie ostatecznie może być tylko jedna.

Jutro, jak da radę może się coś napisze o noworocznych postanowieniach szerzej (bo w sumie coś postanowić można ;))), ale już dziś jako zajawka (i temat do rozwinięcia) pierwsze i najważniejsze : w 2012 ma być NOWA JAKOŚĆ. żadnych półśrodków :)

00:56, paniszalo
Link Komentarze (1) »
wtorek, 27 grudnia 2011
Nie moja strata :)

Dziś zapowiadało wpis ponury i smętnie smutnawy ALE ..... tamtararam - w nosie mam to wszystko co mogło tenże niebłogi nastrój przenieść na karty Pani Szalo.

W nosie, w nosie, w nosie :)

 

Przy okazji, ze związkiem lub też całkowicie bez, uświadomiłam sobie rzeczy, których nie lubię:

 *Hipokryzji, powierzchowności, braku szacunku dla relacji

*gadżeciarstwa - zwłaszcza mentalnego

*burzy w szklance wody i topienia w łyżce

*Zaniedbanych dłoni (o reszcie nawet nie wspominam ;))

*szczerzenia zębów w nieszczerym uśmiechu

*brylantyny na włosach i białych skarpetek

*szlajania się po lanserskich knajpach

*facetów, którzy nie czytają książek

*misiów-pysiów, co by chcieli mieć ciastko i zjeść ciastko.

 

i jakby świat stał się piękniejszy :)

Dziękuję Magu :)) SIUP :)

22:51, paniszalo
Link Komentarze (3) »
sobota, 24 grudnia 2011
Bez legendy.

 

Uwielbiam słowo "Kochanie". W każdym kontekście.

*

Właśnie wpadło do głowy. Po zapakowaniu, przed odpakowaniem. Idę spać. Bo zaraz mi się jeszcze coś innego wymyśli ;)))

00:42, paniszalo
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 grudnia 2011
Hoł hoł hoł hoł ! redi stedi goł :)




Życzę Wam serdecznych, radosnych i pachnących Świąt.

A na każdy dzień Nowego Roku

przekonania i pewności,

że nie ma marzeń, które są zbyt śmiałe.

*

Dobra. Teraz żarty na bok, teraz będzie na serio.... radzę się dobrze zastanowić nad sobą zanim zajrzycie pod choinkę ;)))) żeby potem nie było... ;)

ja myślę od tygodnia... :)

21:41, paniszalo
Link Komentarze (1) »
Najwięcej do odrobienia jest w piątek.

Dzisiaj w ciągu kilku godzin niezależnie od siebie zadziały się trzy różne historie z których odebrałam ważne nauki.

 

Lekcja nr jeden: bywa, że sprawy nie są takie jakimi się wydają.

Lekcja nr dwa: Zakłopotanie ma różne odcienie.

Lekcja nr trzy:  Nie ma przesady w dbaniu o Kogoś, nie ma przesady w dbaniu o siebie.

 

Coś do odrobienia?

Tak:

Zadanie nr 1: zamiast uciekać przed duchami, których nie ma - zajrzeć do szafy.

Zadanie nr 2: nauczyć się malować kolorowymi farbami. Niekoniecznie swoimi.

Zadanie nr 3: zamiast rozkminiać w głowie - rozmawiać.

Brak człowieka (na chwilę albo na zawsze) można  wymilczeć ale jest to najgłupsza rzecz jaką można zrobić (jak swego czasu mawiał Klasyk :)).

*

Kiedy moje życie ma mi coś do powiedzenia robi to tak wyraźnie jak dziś. Samo się nauczyło, że do mnie trzeba wprost i dużymi literami. Jak było subtelniejsze, jakoś nie szło ;) No cóż - ostatecznie aluzje to dość ryzykowny sposób na komunikowanie się ze światem. A już na pewno z samym sobą :)

Coś tak czuję, że jakbym się w porę nie ogarnęła, to bym znowu dostała walizką ;))

21:17, paniszalo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 grudnia 2011
Absolutnie nieobiektywnie ale za to z lekkim wq..em ;)

Ostatnio usłyszałam, że baby to materialistki, którym się poprzewracało w głowach. Że nic tylko byśmy chciały i żerowały na tych biednych facetach i że co do zasady to z nas zołzy i mściwe suki. I zdradzamy na prawo i lewo. Dobra niech i tak będzie.  Każdy swoje za uszami ma.

ALE ... co się do cholery stało z facetami? Co się do cholery DZIEJE z facetami?  Kłerwa gdzie się nie obejrzę albo Piotruś Pan (jeżeli występują stadnie to jeden lepszy od drugiego) albo jakieś kłerwa pewne siebie koguciki, co im się wydaje, że są jedyni na świecie. O! albo jeszcze lepiej - "młode"  żonate, czterdziestoletnie wilki z kryzysem wieku średniego chętne do całowania w kark koleżanek siedzących przy sąsiednim biurku lub też misie kolorowe, dla odmiany wolne* z jakże oczywistymi konceptami niezobowiązującymi. No szlag jasny.

Inna sprawa i to całkiem możliwe, że oglądam się w złym kierunku.

A piszę  to wszystko nie dlatego, że mi się od dawna w tym temacie ulewało ale tylko i wyłącznie dlatego, że mi się poczta spierdzieliła i jestem wścieknięta.

;))

* z wyboru, z odzysku albo z czegoś tam jeszcze

niedziela, 18 grudnia 2011
Księgowa ze mnie jak z koziej dupy trąba.

Dzisiejszy dzień jest jakiś dziwny. Kłębi się we mnie, kłębi poza mną z udziałem Najbliższych mi Kobiet. W życiu jednej zaczyna się coś nowego, w życiu Drugiej właśnie kończy się coś co poważnie na nią wpłynęło. Każda z nich będzie miała do przeżucia duży kawał własnych emocji. Prawdopodobniej Pierwszej będzie łątwiej, bo ze skrzydłami u ramion, Drugiej trochę trudniej, bo jakby kula u serca ciąży. A może odwrotnie? Sama nie wiem. Życie jest takie nieprzewidywalne. Jednak w Obie wierzę tak samo, z Każdą jestem całym sercem.

Ja sama jestem pośrodku tego wszystkiego. Pomiędzy Nimi ale też na granicy moich prywatnych kręgów Pierwszego i Drugiego. W pierwszym krajobraz po pioruńskiej nawałnicy. W drugim coś tam słodkiego jakby. Uchem strzygę, głową kręcę i zastanawiam się jak ten osiołek, któremu w żłoby dano: wymieść ogniste kule porządnie, zajrzeć do wszystkich kątów, czy przypadkiem nie zostało tak ani drobinki żaru, czy zamieść pod dywan tylko po to, by zrobić miejsce dla zgrabnego stoliczka na którym postawię porcelanowy serwis do kawy? Może jednak zagrabić popiół, uporządkować ogród, pozwolić drzewom spokojnie zapuścić liście i słodkie przyjęcie urządzić latem, kiedy truskawki dojrzeją?

A może zostawić tak jak jest i niech się dzieje wola nieba?

Stoję tak na omszałym pieńku, się gapię raz w jedną raz w drugą stronę, a koszty lecą.  I tak sobie siadłam wczoraj nad segregatorem, uporządkowałam sprawy, policzyłam w te, policzyłam wewte i jak byk wychodzi, że za wywózkę śmieciu po pioruńskim bałaganie dość słono płaci bogu ducha winny właściciel cukierni. Transakcja odbywa się poza mną, poniekąd jednak za moją zgodą. Mało tego, wychodzi na to, że wkrótce cukiernia pójdzie z torbami, a ja obejdę się smakiem. Głupio mi jak nie wiem ale jakoś się temu tępo przyglądam.

Hmmm.. ale jak teraz sobie myślę, to przecież właściciel cukierni stratny być nie może. Może więc i  ja nieświadomie płacę czyjeś rachunki za tiramisu, a właściciel tępo się temu przygląda? To by w sumie dużo wyjaśniało.

Nigdy nie rozumiałam księgowości.

20:25, paniszalo
Link Komentarze (1) »
czwartek, 15 grudnia 2011
Koronka.

Mam wrażenie jakbym nosiła w sobie muślinową sakiewkę zawiązaną srebrnym sznureczkiem, za który wystarczy pociągnąć by wysypał się z niej srebrzysty puch ciepłych uczuć. Srebrzystych piórek, które w sobie noszę i które, mam wrażenie dzielę, zupełnie mimo wszystko. Śnieg spadł dokładnie wtedy, kiedy ukryta za winklem paliłam papierosa. Spadł delikatnymi płatkami słów, które w ułamku sekundy topniały, zamykając całą swoją tajemnicę  w kropli wody. Przeznaczone tylko dla tej chwili, tego miejsca, tego czasu.  Słowa. Ważne. Potrzebne. Dobre. Dopełniające. Niezagrażające. Szczere. Ciepłe. Dojrzałe. Które po prostu  musiały się stać, żeby iść dalej.

Wczoraj, kiedy uczyłam się wiersza na jasełka pomyślałam, że najważniejsze to nie schrzanić pierwszego wersu.

*

Lubię, kiedy moje myśli swobodnie dryfują, wyczekują, a potem kiedy nadchodzi ich czas same się układają. Im więcej swobody im daję tym bardziej są pokorne. A wtedy łatwiej mi przejść do porządku dziennego nad czymś koło czego niekoniecznie bym chciała przechodzić obojętnie.

Dobranoc.

środa, 14 grudnia 2011
Raport.

 

Jasełka przeminęły z wiatrem - nawet się nie pomyliłam ;) Pewnie dlatego, że stałam za Panią, która miała ściągę ;)

Mulenie się muli leciutko, oby wymuliło.

W lutym wyjeżdżam na cztery dni. Już się cieszę.

Od dziś jestem brązoworuda. Kolor pasuje do oczu. Do ciemnych włosów już chyba nie wrócę. Do ciemnych stron mocy - mam nadzieję też.

*

PS. Ostatnio podczas rozmowy z Jabłonką uświadomiłam sobie, że przez ostatnie dwa - trzy lata właściwie cały czas walczyłam. O siebie taką jaką jestem, o przetrwanie w tym wszystkim, o coś co teraz nazywam odrodzeniem. Teraz chce mi się odsapnąć. Emocjonalnie odpocząć. Porządnie. Dlatego jadę tam, gdzie widać gwiazdy. Trochę z duszą na ramieniu, trochę z wielką tęsknotą. W nadziei, że i źródełko zacznie bić na nowo i napoi nas wszystkich przejrzystą, orzeźwiającą wodą.

PS2.Wiem co mogę, wiem czego chcę, wiem co muszę. Wiem o czym i jak decyduję. Pamiętam jakie wrażenie na mnie zrobiło uświadomienie sobie konsekwencji jakie ze sobą niosą te z pozoru niewinne słowa, poziomów z jakich się odzywają. Jak dziś pamiętam to wspaniałe uczucie, kiedy objawiła mi się ta prawda jednocześnie porządkując moje życie. Tym fajniej, że to do mnie wróciło wczoraj, podczas sympatycznej rozmowy telefonicznej. Ucieszyłam się bardzo, że Ktoś też przywiązuje do tego wagę. Świadomość TEJ różnicy ma dla mnie ogromną wartość.

gadam piardy? iiiiiii ttttaaaaammm ;)))

 

....a czemu przyszła mi do głowy właśnie teraz, właśnie TA piosenka? nie mam pojęcia :)

wtorek, 13 grudnia 2011
I to nie o przyjemność chodzi.

Po pierwsze. AAAA!!!!! Kurna, kurna, kurna. Powinnam dać sobie porządne lanie.

Cholerka. Wrrrr.

 

Po drugie. Po pierwsze.

 

 

22:09, paniszalo
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9