RSS
niedziela, 10 czerwca 2012
EURO swoje, a ja swoje ;)

Myślałam o tym już od kilku dni. Ale to właśnie wczoraj ruda codzienność mnie przerosła. Nastąpił kryzys. Podobało mi się w tym jasnym, lisowatym odcieniu ale zdecydowanie się mieu ulało. Jak sądzę pod wpływem bodźca zewnętrznego. W tej nagłej potrzebie odmiany wróciłam więc do naturalnego koloru włosów. Czytaj: ciemny brąz. Dokonałam, że tak powiem kuchennej rewolucji. Dosłownie. Zrobiło się dość smacznie na tej mojej pokręconej głowie. Kolor ocieplony odcieniem mleczno-gorzkiej czekolady (jest taka?), jakiś odcień żurawiny też się przebija.

Trochę zagaduję, żeby nie popłynąć gdyż pisać mi się dzisiaj chce o tęsknocie trochę.

Moje serce gdzieś tam po wodach kołysze, daleko stąd jednak jego bicie czuję bardzo wyraźnie. Słuch mi się wyostrzył? a może wzrok? Moje zmysły na pewno nie śpią.

A ja? czy jestem śpiąca? oto jest pytanie. Eee yyy..... ten tego.

Chyba się napiję piwa. Tylko którego?... ;)

 

Jacek Yerka - Port.  Urodziny mam w październiku. Jakby tak dostać obraz Y. w prezencie? .... mogę poczekać nawet do Gwiazdki ;)

czwartek, 07 czerwca 2012
w nocy kiedy gwiazdy śpią.

Dzisiaj to sama nie wiem co wiem. Albo czego nie wiem. W głowie obca pustka. Jakoś tak.... Może to tęsknota na zapas i na wyrost? szary smutek tu i ówdzie, bo rzymskie wakacje gdzieś tam poza mną? i skąd to zakłopotanie że słowa, których uczę się na nowo używać być może są nie na swoim miejscu, że nie są po coś ani dla czegoś? nie wiem. To co wiem na pewno, to to, że matematyka nigdy nie będzie moją mocną stroną, że księgowa ze mnie taka jak baletnica i że kocham. I że jestem śpiąca. To też wiem na pewno. 

Tagi: Yerka
23:14, paniszalo
Link Komentarze (2) »
środa, 06 czerwca 2012
a może lulków?

Siedzo, pijo, lulek nie palo.

Gadajo.

Długo, do nocy wręcz.

Gadajo bo potrzebujo.

Gadajo bo troche umio.

I uczo się umić jak najlepiej.

Bo gadanie to trudna, naprawdę trudna sztuka jest.

Nie wymaga zachodu ani wschodu.

Wymaga cierpliwości.

Ale gadać ze sobo chco.

Bo lubio.

Siebie wzajemnie też.

Bardzo ale to bardzo.

Do potęgi.

Na potęgę.

W nieskończoność.

Na zawsze.

 

:)



* Jacek Yerka - Dwa ślimaki

wtorek, 05 czerwca 2012
Podróż ze słownikiem wyrazów trudnych.

„Słowo raz wypowiedziane nie wraca”. To zgrabne zdanie przeczytałam dawno, dawno temu, kiedy byłam dość małą dziewczynką. Wtedy nie do końca ogarniałam o co w tym chodzi ale oczywiście z biegiem lat słowa te nabierały znaczenia. Z różnych okresów mojego życia pamiętam potoki słów, które płynęły w różne strony: czasem ze świata w moją, czasem z mojego źródła w świat też płynąc szaleńczo, jeszcze kiedy indziej równolegle, w którymś momencie łącząc się  i wespół tworząc wielką rwącą, kotłującą się rzekę. Słów złych i niemądrych. Ta, zwykle w amoku prowadzona zabawa, ta idiotyczna gra pijanego ze złości logopedy z założenia nie jest niczym fajnym. Słowa płyną i z każdym następnym ma się wrażenie, że zabawa nie ma reguł ani granic, a potem jest już tylko czarna studnia, której głębokości nie zna nikt.

Dziś dokładnie wiem jak wielką wagę ma ta krótka sentencja. I choć znam jej siłę, wartość i znaczenie nie zawsze potrafię z niej korzystać. Czasem coś chlapnę, a potem oczywiście bardzo żałuję, że chlapnęłam. W takich chwilach zebranie wszystkich przebłysków myślowych do kupy nie wystarczy na olśnienie dlaczego tak czasem mam, że moją głowę ogarnia czarna amba, a instynkt samozachowawczy szwankuje na całej linii.  Z jednej strony, kiedy wypowiadamy słowa, które są wyrazem „uczuć szlachetnych, pełnych szacunku, sympatii, i miłości bezkresnej” ufamy, że potrafią utrzymać nas przy życiu nawet gdyby zabrakło nam powietrza.  A z drugiej kiedy jesteśmy wkręceni w spiralę nic nie znaczących wyrazów, miesza nam zmysły i wydaje nam się, że nie mają siły sprawczej bo przecież tylko schodzi nam ciśnienie. W dodatku tak jakoś łatwo jest się nimi posługiwać, że aż gwiżdże w powietrzu od szybkości z jaką przelatują. I sobie tłumaczymy, że to tylko złość, emocje, brak umiejętności trzymania języka za zębami i zbyt wolno myśląca głowa. A przecież mają dokładnie taką samą moc jak słowa dobre, których używamy w sumie dość powściągliwie. Głupie słowa są równie silnym zaklęciem, tyle że z podręcznika do czarnej magii. Cruciatus*.

Teraz przychodzą mi do głowy wszystkie przysłowia typu „ mowa jest srebrem…” itd. przychodzi mi też do głowy rzucanie grochem. Czasem mam wrażenie, że tak właśnie te ziarenka obijają się głucho o moją ścianę, kiedy po raz kolejny obiecuję sobie samej poprawę. Czy to brak silnej woli? Nie. A więc? Jakiś dziwny labirynt i  nić babiego lata, która raz po raz zrywa się niespodziewanie, bo jest za cienka o 0,01 milimetra pewności? Nie wiem. Ale się dowiem. Może wystarczy, że bardziej uwierzę w to, że nie ma się czego bać? a może bardziej zaufam?... Chyba czas sięgnąć po mocniejszą nić i żółtą karteczkę z cytatem, którą otrzymałam kiedyś w kaplicy na lotnisku, tuż przed wylotem gdzieś tam. Pamiętam, że wtedy była dla mnie błogosławieństwem i jakoś mocno mnie uspokoiła.

Wierzę w moje Wszystko. Po czterokroć wierzę.



zdjęcie ze strony: http://www.facebook.com/photo.php?fbid=10150694370921929&set=a.134021521928.122891.99382526928&type=1&theater

*jest jednym z zaklęć niewybaczalnych. Służy do zadawania bólu. Harry Potter i Czara Ognia.

niedziela, 03 czerwca 2012
Niedziellllllaaaaaaaaa :)

Ostatni czas spędziłam na dbaniu o własne zdrowie. A właściwie zdrowie upomniało się u mnie o siebie. Były to chwile wielkiego skupienia i wsłuchiwania się we własne ciało oraz analogowych zapisków Pani Szalo. Być może zeskanuję je kiedyś i zamieszczę jako ciekawostkę pod tytułem "Mój drogi pamiętniczku" ;) 

Refleksja ostatnich dni jest taka, że spokojny, szczęśliwy dom jest najlepszym lekiem. Kiedy jest mi źle na ciele czy na duszy wiem, że w domu w którym są moi Najbliżsi znajdę ukojenie. Dlatego tak chętnie wracam do niego, pędzę z fabryki i dbam o każdy jego zakątek. Czyszczę kąty z kotów przeszłości, niczego nie zamiatam pod dywan i staram się, żeby nasze tu i teraz się nie zakurzyło.Myślę też o tym, że przeszłość, która mnie ukształtowała jest ważna ale nie chcę jej już za sobą ciągnąć. Zwłaszcza do naszego domu i sadzać przy naszym sosnowym stole.

Co poradzę, że bliżej mi do pachnącej wanilią, rozgrzanej piekarnikiem kuchni o modrakowych ścianach niż do szczurzego wyścigu w którym i tak mety nie ma? Co poradzę, że bardziej rozczula mnie zapach śpiącej Niebieskiej niż "uścisk dłoni prezesa"? Chcę zaszyć się gdzieś pod szumiącym dębem i patrzeć jak rosną latorośle. 

 

Tak - mam misję dbania o dom. Tak. Pani Szalo kurą domową jest :))))

 

czwartek, 24 maja 2012
Ku chwale ;)

Kiedyś, dawno temu w czasach kiedy moje uczucia były z wyglądu podobne do niczego – w bliskim sąsiedztwie obserwowałam pełne czułości gesty, słyszałam mądre, ciepłe słowa, widziałam piękne, rozkwitające twarze, pełne uczucia spojrzenia osób, które nagle zupełnie niespodziewanie odnalazły się w życiu. Nie mogłam się napatrzeć na ten nagły wybuch emocji, rozanielenia i radości jaka ogarnęła moich Przyjaciół, a z drugiej strony nie dowierzałam własnym oczom ani uszom. Nie ogarniałam. Jak można tak zwariować, myślałam. Jak można tak bardzo CHCIEĆ być dla Kogoś drugiego lepszym, lepszym i ciągle lepszym. Czy to możliwe, żeby zakochać się aż tak……?

Od kilku lat przyglądam się tej Skrzydlatej Miłości. Jest dla mnie inspiracją, wzorem i zachwytem. Jest astralną siostrą mojej Oliwkowej Miłości. Obie wzięły się z kosmosu i są dowodem na to, że można chwalić dzień przed zachodem słońca, a właściwie już o poranku, kiedy o brzasku budzi się radość. A poczucie Absolutu migocze kropelkami rosy.





17:00, paniszalo
Link Komentarze (4) »
sobota, 19 maja 2012
... a zdjęcie będzie później ...

 

.... bo nie chce mi się wstać z ciepłego łóżeczka i poszukać czegoś w albumie ;)

 

.... bo tak mi tu dobrze. Siedzę w pieleszach, grzeję się w ciepłym spokoju, raz po raz zerkam spod rzęs na moje śpiące oliwkowe szczęście, błogość mnie ogarnia i sobie myślę. Warto było dawno temu rozpocząć podróż, zweryfikować siebie samą, przyznać się do niedoskonałości własnych i spojrzeć sobie odważnie i szczerze w oczy. Warto było być czujną na własne życie, czekać, zaufać. Warto ciągle być. SOBĄ. 

"If you wanna make a world a better place take a look at yourself and then make a change.."

.... :)

ps. A kawa ciągle jeszcze nie pyrkocze, bo się nikomu nie chce wstać ;) ale to nic -  bo za to piękna muzyczka się sączy, pachnie snem, rozleniwieniem, królewską sobotą. Jest bosko.

 

 

 

wtorek, 15 maja 2012
NN - nieanonimowy nawykowiec.

Mysza musi pójść na odwyk.

Starych nawyków.

Bo się na nie nabiera jak na ser.

W pułapce.

Gupia mysza. (Żeby nie powiedzieć głomp ;))

Się weź myszo w garść.

Bo to nie ser zjada myszę przecież :)))

11:44, paniszalo
Link Komentarze (2) »
piątek, 11 maja 2012
Piątek dziś słoneczny.

Dobrze używać słów niekoniecznie okrągłych, najważniejsze żeby w tym samym narzeczu. Dobrze mówić. Dobrze pytać. Dobrze słuchać. Dobrze rozmawiać.

Ale odkrycie, co? ;) No ...  dla mnie jest :)

Jest też  kilka innych, które pod wpływem wpływu ;) w ostatnim czasie rejestruję. Niby banalnych być może dla większości oczywistych lecz dla mnie ciągle zadziwiających i budujących odkryć. Jedno z najważniejszych - nie muszę być petentem w miłości. Smutne ze względu na przeszłość, radosne z powodu teraźniejszości, inspirujące w kontekście przyszłości.

Kochać i być kochanym po królewsku nie jest łatwo ale mimo, że królewska miłość jest wymagająca na pewno jest warta starań, szacunku, wdzięczności, konsekwencji i czułości.

jak mawia Mistrz: "jak chcesz to chcesz". a ja chcę :)



13:37, paniszalo
Link Komentarze (1) »
wtorek, 08 maja 2012
nareście :)

No już mam trochę dość bez tego lapka mojego… No ale on ciągle u dochtora. Oby przeżył.  No i średnio mi z tym, że póki co nie mogę tu być zawsze wtedy kiedy chcę.. ;( no ale mam nadzieję, że to długo już nie potrwa.

Co to ja chciałam…..? 

aaaaaaaa….

Nad morzem mogę siedzieć zawsze. Przyjemność jaką czerpię z gapienia się na wodę, wdychania morskiego powietrza i łaskotania piasku jest dla mnie porównywalna jedynie z przyjemnością jedzenia truskawek. Na plaży mogę być o każdej porze roku i za każdym razem będzie mnie cieszyć tak samo mocno. Tym razem było jeszcze bardziej. Nie tylko z powodu cudownych uczuć których nie miałam w sobie od bardzo, bardzo dawna, a teraz mam ich tyle, że mogę i chcę nimi dzielić ani też tęczowej szczęśliwości, która powoduje, że z głupkowatym ;) wyrazem twarzy biegnę codziennie przez świat pełna radości. To był wyjątkowy, królewski czas przyglądania się nie tylko spienionym falom, przesypywania piasku słów składanych w nowe zdania. Chwile refleksji, kilka ziarenek oswajanego paniszalowego strachu, przed którym cierpliwie chronią mnie ciepłe, silne, kochane ramiona. Chwile porządkowania spostrzeżeń, wyrzucania foremek starych nawyków, ogrzewania się w sobie i promieniach wiosennego słońca. Kamień węgielny z muszelek wspólnych wartości.

… to był dłuuuuuugggiiii piękny weekend. Pełen wrażeń i odpoczynku, lovamurowania i rozważania, pogody i niepogody, słodkich gofrów, pocałunków wiatru, pochyłych plaż i kołyszącego półwyspu :)

A potem bukiecik kolorowych kwiatków dla mnie i konwalie dla Niebieskiej.

 

Jest mi dobrze.

Tak.

Jestem szczęśliwa.

Niech trwa.



foto: zrobił Pan z FB swoim aparatem ;)

sobota, 28 kwietnia 2012
Sobota. Piękna.

Dziś bladym  świtem obudziły mnie ptaki, zapach wiosny i ciepłe powietrze. Nie mogłam się nacieszyć tym cudnym stanem, bezsennością na granicy snu. Jasnym niebem, które nade mną, sobą miękką i ciepłą. Pachnąca pościel zaczarowała mnie na nowo. Zasnęłam szukając kochających ramion. Po raz drugi obudziło mnie słońce i rześkie pomrukiwanie domowego kota. Przyjemny prysznic, niespieszna kawa, ciepłe stópki Cripsinki, myśli tęskniące nieprzytomnie. Potem radość wielka, rozgrzana słońcem Niebieska, piski Dzieci, pluskanie wody i poszczekiwanie psa łagodnego jak baranek. Białe dziewicze kwiaty jabłonek, różowawe, figlarne pąki czereśni, emocje mieszające zmysły. A teraz już wieczór. Cichy i pachnący. Siedziałam przed chwilą na huśtawce, którą lata temu zrobił dla mnie i Crispii nasz Tata. Ciągle jasne choć już wieczorne niebo, błyszczący księżyc, wrzaski kibiców gdzieś niedaleko, trąbki, ryk motorów, zapach żużla. Jestem w domu. Szczęśliwa sama ze sobą, szczęśliwa z moją Rodziną. Szczęśliwa Miłością.

Jak to się życie układa, że dostajemy to czego pragniemy dokładnie wtedy, kiedy jesteśmy gotowi to przyjąć. Codziennie dziękuję za to swojemu Bogu i Jego Losowi.

foto: www.kasiasugier.com

piątek, 27 kwietnia 2012
bez tytułu? :)

Siedzę w domu Crispii i Crispina. Crispinka  śpi snem sprawiedliwego. Zimne piwo, koty, psy. Bliscy Ludzie, w sercu wiosna i piękna radość. Jutro podróż i nareszcie spotkanie z Niebieską. Jak ja straszliwie za Nią tęsknię. Poza tym nastrajające mnie cudownie miejsce w którym widać gwiazdy, Zielonooka i tak dalej.Nie mogę się doczekać. Niech czas mija. Niech mijają godziny. Jestem trochę niecierpliwa ale jak być cierpliwym, kiedy serce rwie się do raju? Czuję wielki spokój i szczęście.

Po cichutku też tęsknię za ramionami, które mimo, że dziś nie przy mnie - dla mnie. Myślę o frazesach, które cisną się do głowy i nie mogę się nadziwić, że miłość sama w sobie jest taka prosta. Niewiele trzeba, by śmiać się od rana do wieczora, by czerpać garściami z bliskości, by chcieć, by móc. Karmić, przytulać, być.

Kocha, lubi, szanuje. Ot cała tajemnica.

 

foto:www.kasiasugier.com

poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Delicate.

O rany :) ale dziwnie bez kompa na bieżąco (Lapek ciagle u doktora. Ciekawe czy się wyliże...). Korzystam okazjonalnie to tu to tam ale na dłuższą metę chyba dałabym radę. Chociaż sama nie wiem. Bez komputera nawet zrobienie przelewu nagle staje się problemem ;)) A z drugiej strony... ach. Chociaż - teraz mi przyszło do głowy: może to wszystko stało się akurat teraz, w tym momencie właśnie po to, żebym mogła całą sobą, bez zakłóceń i niepotrzebnych bodźców przeżywać TO? hmm... od kilku dni bardzo intensywnie myślę o tym ile razy ziemia musiała się zakręcić i w jakich kierunkach, żeby doprowadzić mnie do punktu w którym teraz jestem. Kiedy ogarnia mnie największe szczęście, kiedy jestem dumna i cieszę się całą sobą z tego co mi dał Los. Nie dostałam tego wtedy kiedy miałam ciśnienie, kiedy w nieskończoność zapytywałam siebie i wszystkich around dlaczego nic dla mnie nie ma chociaż ja mam do dania z siebie tak wiele. Zmęczona samotnością, brakiem radości, sensu, miłości przebierałam nogami i niecierpliwie wypatrywałam co tam za rogiem. Frustracja moja oczywiście rosła. Płakałam, miałam pretensje do Losu: przecież przeszłam taką trudną drogę, czy naprawdę nie ma dla mnie ani jednej czterolistnej koniczynki? Przecież mam całe serce, całą duszę i ciało pragnące ciepła, bezpieczeństwa, bliskości! I tak sobie płakałam w duszy, a czasem łzami słonymi i zastanawiałam się dlaczego, dlaczego, dlaczego... Teraz wiem, że w tym samym czasie, w innym miejscu działy się sprawy innego świata. Moje też się domknęły. Musiałam przeskoczyć jakiś magiczny próg, osiągnąć spokój, stanąć twarzą do słońca. Spokojna. Bez oczekiwań, bez wymagań. Los mi to wynagrodził. Otrzymałam piękny Prezent, o który będę dbała z całych sił, który jest najcenniejszym podarunkiem jaki mogłam dostać teraz. Czas. Wszystko ma swój czas.

A mówiła mi Waszka - zaufaj swojemu życiu. Zaufaj.

czwartek, 19 kwietnia 2012
no to bum.

Lapek się wziął i wyłożył. I czeka na dochtora. Dobrze i ja odpoczywam.

Przemyślenia ostatnich dni gromadzą się wokół tego co nazywam matrixem który dzieje się gdzieś poza nami, a potem niespodziewanie porywa nas w swoje niebieskie ramiona.Moje myśli biegną za przypadkiem, który chodzi po ludziach, a potem razem ze szczęściem w parze. Od razu przychodzi mi też na myśl jeden z najpiękniejszych filmów jaki obejrzałam dawno temu - 21 gramów. I cytat, który dzwoni mi w głowie niczym Zygmunt.

Pogoda kiepska ale co tam. Niech i tak będzie. Okazuje się, że nawet bez słońca tęcza jest możliwa :)

Tagi: Yerka
11:12, paniszalo
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 kwietnia 2012
Koncert.

W Radiu dla Ciebie.

Anna Gadt z zespołem.

Teraz, nał.

Poza sentymentem do głosu wokalistki, Jej ciepłego i pełnego emocji śpiewania oraz serdecznych myśli z Nią związanych mam przed oczami obraz następujący: ja mała, wieczór, moje podwórko, światło, lekki chłodek, radio rozkręcone do oporu, a w nim słuchowisko dla dzieci. I Tata.

Słucham jak zaczarowana. Bosko jest zasłuchać się tak. W muzykę, a przy okazji w siebie.

 

Obraz: Klimt - Music.

poniedziałek, 09 kwietnia 2012
Historia pewnej cukiernicy.

Sielskie sobotnie przedpołudnie. Snuję się po domu w piżamie, Niebieska ogląda bajkę. Mam czekoladowe babeczki, zrobiłam kawę. Chcę sobie posłodzić. Potrzeba mi cukru. Otwieram szafkę w której zwykł być w mojej ulubionej cukiernicy. Przywiozłam ją kiedyś z Hiszpanii. Lubię ją za słoneczny kolor, pomarańczowe i zielone szlaczki. Patrzę tu, patrzę tam. Ni ma. Szukam w bucie i w surducie i nic. 

- Córeczko, gdzie jest cukier? - pytam moją Niebieską. Cisza, jakby dziecka nie było, choć chwilę temu - dam sobie głowę uciąć - chichotało wesoło.

- Kochanie gdzie jest cukiernica? - pytam ponownie

- Nic na ten temat nie wiem. - odpowiada dziecię bez zająknięcia. Matczyna intuicja podpowiada mi jednak, że jak nic jest coś na rzeczy.

- Zbiła się?

Po stronie pokoju pełna napięcia cisza. Po kilku sekundach nadal cisza. Po następnych kilku Niebieska wychyla się na stronę kuchni i patrząc na mnie oczami jak spodki mówi:

- Mamo, skąd ty to wszystko wiesz????

 

No cóż. Po prostu jestem czarownicą. Ale ciiiiiii... Niebieskiej ani słowa.

 

obraz: John William Waterhouse - Magic Circle 1886

00:20, paniszalo
Link Komentarze (2) »
piątek, 06 kwietnia 2012
Podsłuchane. UWAGA - tylko dla dorosłych. Są wyrazy.

No. Metro na nowo jeździ. Całkiem sprawnie. Pierwsza linia (bo niebawem druga hahahaa) śmiga jak malowanie. Więc się przejechałam. A potem przesiadłam się do tramwaju. Wraz ze mną dwóch osiłków (większy i ciut mniejszy od większego) w czarnych bluzach z kapturami, na oko ze trzydzieści lat, na pewno na świeżo po siłowni.

I sobie prowadzą pogawędkę. Drą się przy tym tak, ze nie sposób nie słyszeć. Prym wiedzie Większy.

- Wreszcie kurwa po latach wyjebali ten osrany most, co? (mowa o moście Skłodowskiej-Curie - przypis tłumacza)

- No kurwa. Ja pierdolę a ile kurwa samochodów. Kurwa ci ludzie oszaleli. Jebane święta.

- Ty kurwa, dopiero zobaczysz prawdziwą Warszawę jak wszystkie wsiury pojadą na wieś nawpierdalać się jajek. Wiesz do siebie pojadą. I jak się przejdziesz po ulicach to dopiero zobaczysz. Kurwa puściutko. Tylko prawdziwi warszawiacy zostaną.

Wysiadamy. Prowadzony po męsku dialog trwa:

- W tym osranym tramwaju chyba tylko my byliśmy prawdziwymi warszawiakami - mówi z dumą Większy, po chwili dodaje z niesmakiem: Po co oni tu kurwa przyjeżdżają? Czy ja kurwa jeżdżę do Radomia, Kozienic kurwa mleko rozwozić? o właśnie. Kozienice. Ty czekaj.

Wyjmuje wypasiony telefon, wybiera numer i się drze:

- Halo? czy to Kozienice numer 333? (.... ) Kurwa nie dzwonisz do mnie, życzeń mi nie składasz to ja dzwonie do ciebie (....)  i co stary? rozstałeś się? ( .....) nie kurwa??? to co kurwa jest grane? kochasz ją? łooo kurwa stary.... (...) ach.. nie kochasz. to co jest grane? (...) kurwa stary - ja ci powiedziałem, że chce sie bawić na weselu to nie wiem kurwa jak to zrobisz ale masz się ożenić. No to wesołych i zdrowych.

JAK DOBRZE, ŻE JESTEM WSIUREM I MAM SWOJĄ WIEŚ NA KTÓRĄ WRACAM.... 

21:37, paniszalo
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 kwietnia 2012
Z pamiętnika bekacza.

Hi,hi,hi to mnie życie dzisiaj zaskoczyło ;) w sumie, jak już pierwszy szok minął to się uśmiałam jak norka. No rozumiem, że świat jest mały ALE ŻEBY AŻ TAK?????? ;))) z tego wszystkiego nie jestem w stanie wydusić z siebie nic więcej poza tym ogólnikowym wpisem ;)) zapewne kiedyś tą myśl rozwinę ;)

Tymczasem zebrałam błyskotliwości mojej błyskotliwej Niebieskiej :D Nie ma bata - wpis musi się zacząć od tego KTO JEST KIM ;) nawet jeśli się powtarzam tekst jest na tyle zajebisty, że warto go przytoczyć po stokroć ;))

 

N: Mamo, wiesz kto jest najlepszym bekaczem w grupie?

ja: nie mam pojęcia!

N: JA!!! a wiesz kto jest najlepszym purtaczem?...

wolałam nie wiedzieć.

 

N: Mamo patrz! Po prostu masz w ustach powietrze, połykasz i bekasz.Spróbuj.

Zachęcona przez dziecko ;) próbuję ale wychodzi mi jakiś dziwny skrzek zamiast zawodowego beknięcia. Niebieska zniesmaczona kiwa głową. "Nooo.... to nie jest łatwe. To potrafię tylko ja, Oliwka i tata...."

no cóż... ;))

 

N: Mamo, ja umiem bekać na zawołanie.

ja: Wiem ale nie bekaj

N: Mamo no raz... zawołaj żebym beknęła...

DAMA ;)) żyć nie umierać. Po prostu :)))) 

 

... ogólny brecht mam dziś. Matrix się dzieje, nie ma co ;))))

 

22:28, paniszalo
Link Komentarze (1) »
wtorek, 03 kwietnia 2012
Niebieska obserwatorem rano i wieczorem ;)

 

Rano w drodze do przedszkola.

N: Jakie kałuże!!!

ja: w nocy padał deszcz

N: I tak dużo napadało???? jak to możliwe, że aż tyle przecież noce są teraz krótsze...

 

*

Wieczorem w drodze negocjacji:

N: Mamo teraz, jak już ta bajka się zaczęła to muszę ją obejrzeć do końca. bo wiesz... jak mnie wciągnie...

19:38, paniszalo
Link Komentarze (1) »
niedziela, 01 kwietnia 2012
DKF ;)

W piątek, po wyjściu z fabryki zapakowałam się do srebrnego samochodu służbowego mojego kolegi i pojechaliśmy do dom. Znaczy ja do swojego, a on też chyba, w każdym razie miał w planach swój ;)

Ale zanim dotarłam na chatę poszłam do kina. Na film o którym nie wiedziałam nic poza tym co głosiło hasło reklamowe na afiszu: "zachwycił cię Karmel musisz zobaczyć Dokąd teraz?". Ot slogan na tle wtulonej w siebie pary. Jak nic romans sobie myślę. Ale idę. Co prawda godzina rozpoczęcia minęła pięć minut temu ale przecież są reklamy, w czym upewnia mnie pani kasjerka od której przy okazji dowiaduję się, że nie można płacić kartą. Lecę do bankomatu, który na szczęście bez czkawki wypluwa banknot o który poprosiłam. W pośpiechu płacę za bilet, wchodzę w momencie kiedy grupa kobiet ubranych na czarno maszeruje w rytm muzyki raz po raz odchylając głowę na boki, do tyłu, podnosząc ręce, schylając się. Ten swoisty taniec doprowadza je do cmentarza. Część kobiet skręca w prawo, druga część w lewo. Każda na swoją część. Chrześcijańską lub muzułmańską. W ten sposób rozpoczyna się moja wizyta w maleńkiej wiosce, odizolowanej od reszty świata, w której dzwony kościelne harmonizują ze śpiewem muezina. Ludzie, pomimo różnic religijnych spędzają wspólnie czas w miejscowej kafejce, pomagają sobie wzajemnie, przyjaźnią się, robią zakupy w jednym sklepie, kochają. Do wioski docierają strzępy informacji o trwającej w kraju wojnie religijnej. Są jednak skutecznie zagłuszane przez miejscowe kobiety, które zawierają swojego rodzaju pakt i robią wszystko, by nie dopuścić do walki pomiędzy swoimi mężczyznami - wyznawcami obu wiar. Kobiety widząc jak niewiele trzeba, by doszło do rozlewu krwi uciekają się do zaskakujących sposobów, by temu zapobiec. To tyle jakby o tym co w filmie.

A czym był dla mnie ten film? Wspaniałą wycieczką w krainę kobiecego kina, wcale nie lekkiego, wręcz przeciwnie mierzącego się z trudnym tematem, wielokrotnie akcentowanym przez twórców. Jest to jednak akcent kobiecy, pełny wdzięku i nadziei. Pokazuje siłę i wiarę kobiet, ich determinację i absolutne przekonanie, że nad chaosem można zapanować na różne sposoby. Sceny tragiczne pięknie równoważone przez sceny ciut lżejsze. Plastyka filmu powala. Niesamowity jest też jego nastrój, powolność filmowej rzeczywistości. Jest miejsce na przyjrzenie się sytuacji, zatrzymanie w emocjach, które się budują przez cały seans. Ten film jest przepiękny. Nieco inny od Karmelu, choć kolory i miękkość obrazu zdecydowanie te dwa filmy łączą. Siłą rzeczy mocniejszy ale równie niesamowity. Polecam również ze względu na muzykę.

dokąd teraz? do kina :)

sobota, 31 marca 2012
Magiczne słowa, czyli niebieski strzał ogarniający rzeczywistość.

Niebieska podając mi pomidora, wskazując na ogonek zwraca się do mnie bezczelnym tonem w te oto słowy:

N: weź mi to odkroj.

ja: jak ty do mnie mówisz???!!

N: no weź mi to odkroj!

ja: chyba proszę!

N: nie... przepraszam.

*

z ostatniej chwili (czekam na Gościa). Niebieska zaintrygowana:

N: a jak przyjdzie ciocia, to mogę ją zobaczyć?

ja: tak, nawet się możesz przywitać :)

N: ale nie bekać?....

 

ekhm. jak na najlepszego bekacza w grupie to niezłe wyzwanie... ;)

:))))

19:33, paniszalo
Link Dodaj komentarz »
w marcu jak w garncu

O.... pada.... ŚNIEEEGGG?????? Opada mi kopara :)) ło jesu z tą pogodą ;)

Cieszy mnie ten weekend bo:

- od miesiąca wyzbywam się swojego strachu przedniewiadomoczym. Dzisiaj już widzę  efekty i myślę z zatrwożeniem jak bardzo człowieka może ograniczać własna głowa, która produkuje spiralę myśli tak paraliżujących, że osoba boi się wyjść z domu.

- ostatni tydzień zaiwaniałam w fabryce jak - już nawet nie kosiarka - jak traktor z ursusa, w związku z powyższym racjonalne planowanie czasu własnego choćby na wpisy PS był fantazją zrytej tysiącami raportów i analiz głowy

- dzisiaj wyspałam się jak mały misio w zimę

- za godzinę idę do fryzjera, co mnie cieszy jak diabli, bo lubię być w towarzystwie kobiet (może sobie kurka, na wiosnę, obetnę co nieco?)....

- za tydzień jadę tam gdzie widać gwiazdy i jest mi z tego powodu bosko.

- za dwa tygodnie wybieram się na imprezę, której nie mogę się doczekać mimo iż singlem wśród par przystało mi być :)

aaaaa.... i obejrzałam wczoraj GENIALNY film  "Dokąd teraz?". o nim następnym razem, bo mi kawka pyrkocze.

A w moim parku już się zrobiło lekko zielono. Z utęsknieniem czekam czekam czekam na tą jedną chwilę ;))) kiedy NAGLE robi się pełna opcja zieloności :)

ooo.. SŁOŃCE!

niedziela, 25 marca 2012
Statki na niebie.

No nie od razu, żebym myślała o sobie jak o cudzie. Jeno mi się tak skojarzyło. Że stanęłam w rozkroku pomiędzy światem jednym, a drugim. A więc siłą rzeczy musiało się zadziać. Czułam, że się zbiera ale nie wiedziałam kiedy się uzbiera. No i trach. To właśnie dziś - nie wczoraj ani jutro - minęło pod znakiem wyboru. Mieć czy być. Filozofia oklepana i wyświechtana ale co poradzę, że mam takie dylematy niekoniecznie najbardziej oryginalne. W sumie. Nie wdając się w szczegóły - nie chcę być pomiędzy jednym bym, a drugim bym ani w środku świata, który jest mój tylko wtedy gdy patrzę pod wiatr.

Potrzebuję przejrzystej wody, skoro mam stać sercem w stronę słońca.

czwartek, 22 marca 2012
Granatowy alert ;)

Przychodzę dzisiaj do fabryki a tu ni ma roboty. Za to jacyś panowie z identyfikatorami i poważnymi minami, żeby nie powiedzieć granatami ;) Się porobiło rano tak, że zamiast za biurkiem usiadłam w kafejce i wypiłam latte. Dopiero później, kiedy to emocje i kurz opadły rozpoczęłam pracę. Mogłabym w sumie zaczynać tak każdego dnia. Bo ostatnio jestem niczym mała (a przynajmniej lżejsza o sześć kilo ;))) kosiarka - zaiwaniam po pracowym trawniku tam i z powrotem, a końca nie widać. I nie wiem w co mam ręce włożyć ( w przeciwieństwie do jednego z moich kolegów, który doskonale wie w co i kiedy ;)))

Ale co to ja chciałam... już wiem! Strzał w 10 (ciekawe czemu dziś wszystko kojarzy mi się z militariami... ;)

Odprowadzam Niebieską do przedszkola.

- Mamo, odbierzesz mnie jutro po obiedzie?

- tak, a o której macie obiad?

- nie wiem, gdzieś tak koło jedenastej.

- jedenastej? to wcześnie

- no... my wszystko mamy wcześnie. I wszystko małe. Takie życie przedszkolaka...


no... faktycznie nieciekawe ;))

21:01, paniszalo
Link Komentarze (1) »
środa, 14 marca 2012
Szkolenia.

Ufff.. od poniedziałku się szkoliłam w celu uporządkowania i uaktualnienia wiedzy. Z czasu pracy. Nie jest to mój ukochany temat tym bardziej więc chłonęłam wiedzę w każdym szczególe - bo o ile planowanie nie sprawia mi kłopotu tyle rozliczanie przy moich zdolnościach matematycznych i ograniczonej w tym względzie wyobraźni idzie jak po grudzie.  Tak czy siak - mogę sobie dopisać do cv, a potem se kupię książkę zawierającą milion kejsów, które rozwiążę i jakoś to będzie ;))

Dzisiaj po ostatnich zajęciach udałam się na spacer do miejsca, w którym kiedyś, pewnego pięknego dnia moje serce złapało na chwilę głęboki oddech. Poszłam tam trochę sobie pod włos, trochę z nostalgiczną duszą na ramieniu. Właściwie nie wiem po co. Może żeby odczarować albo zaczarować stare na nowo? Nie wiem, ciągnęło mnie tam od dawna. Więc poszłam i już. Wspomnienia łapałam z powietrza. Nie było trudno, bo poza porą roku właściwie nic się nie zmieniło. Te same nierówne schodki w dół, nawet płyty chodnikowe na skrzyżowaniu alejek ułożone tak jak wtedy, jedna na drugiej w krzywym słupku. Zapach wilgotnej ziemi i delikatny powiew wiosny sprowadził na mnie melancholię. Pomiędzy pięknymi brzozami rozpłakałam się jak dziecko. Pierwszy raz od dłuższego czasu (chociaż zbierało mi się dość systematycznie). Płakałam mocno ale nie jakoś rzewnie i żałośnie. Płakałam jakimś takim dziwnym płaczem. Chyba z niedowierzania i bezsilności, że nie ogarniam dlaczego nie ma tęczy, skoro jest deszcz i świeci słońce. To lekcja, której nie mogę zrozumieć, chociaż od kilku miesięcy wałkuję ją codziennie.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13