RSS
niedziela, 11 marca 2012
Się mi dzisiaj nie chce nad niczym zastanawiać.

Niedawno po raz milion osiemset czterdziesty piąty obejrzałam film: Co się wydarzyło.... Po raz milion osiemset czterdziesty piąty się zwyłam i zaniemówiłam. I po raz milion osiemset czterdziesty piąty pomyślałam, co w tym filmie jest takiego, że ja wymiękam za każdym razem? przecież nie Clint...  I nieoczekiwane podczas weekendu, który spędziłam z ukochanymi LUDŹMI znalazłam odpowiedź. Tajemnicą szczęścia jest bliskość. Karwa, wiem - może banał, może odkrycie żadne ale jest mi bosko. Bo ja to mam. No. I sobie z tym uświadomionym love żyję, jestem, układam mój świat na nowo.

Jest mi bosko w ten... no ..... UJĄ ;) wiadomo ;)))

***

ps. A ten boski Lovamur najsampierwprzód dostanie porządny łomot ;)))) a potem to już będzie miał tylko lepiej ;)) czirs !

21:57, paniszalo
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 05 marca 2012
Gdzie była Pani Szalo, kiedy jej nie było?

Ano tu i tam.

W fabryce zaiwaniała jak mała kosiarka, przy okazji poddana została ocenie rocznej, która wypadła nadspodziewanie dobrze. W domu szwędała się z kąta w kąt w celu usunięcia kurzu wszelakiego, umyła okna i w końcu zobaczyła wiosnę. Była na odwyku - weekend spędzony we własnym towarzystwie, bez telefonu, netu i tv dobrze jej zrobił. Była też w kinie. W ciemności. Lekko oszołomiona wypiła kawę i niespiesznie podążyła do domu. Tam w przelocie spojrzała na swoje odbicie w lustrze i poszła. Ale wróciła. Spojrzała raz jeszcze i jeszcze raz. Pobiegła do szafy, wyjęła głęboko zakopane dżinsy, bez zbędnej zwłoki jednak z pewną taką nieśmiałością przywdziała je na zadek. W szwach nawet nie drgnęły, nic się z boków nie wylało ;)) ... Ach!!! zachwyciła się radośnie, a potem przez dłuższą chwilę kontemplowała ten swój zgrabny tyłek, tak elegancko zmieszczony w spodniach testowych*

buahhaha sexi mama ;))))

*Spodnie testowe (portkos standartus tyłkos) - dżinsy, rozmiar o jeden mniejsze bez lajkry. Inaczej spodnie wyznaczające standardy figury paniszalowej na wiosnę i resztę pór roku, kiedy powabny wygląd jest nader pożądany.

20:56, paniszalo
Link Komentarze (2) »
sobota, 25 lutego 2012
Strzał w serce, czyli maciusiowo lowamurstory cd

Maciek chce się ze mną ożenić i to już teraz ale ciągle mnie goni. a ja nie chce żeby mnie gonił. i prowadził jak pingwina.

hmmmm... skąd Niebieska czerpie wzorce ????????

Maciusia to chyba otaguję, bo coś mi mówi, że to jeszcze nie koniec ;)))

*

A ja wzienłam i upiekłam babeczki waniliowe. Się pytam: po co? odpowiadam: żeby zamrozić i mieć na zaś.

piątek, 24 lutego 2012
Kuchnia pełna niespodzianek.

Oj długi dziś dzień ;) Poranek rozpoczęty smacznym sokiem (tu nie wymienię nazwy ;), potem wizyta z Niebieską u dochtora. Zalecenie diety bogatej w warzywa z żelazem, ziarna, razowe makarony, chwilowym zakazem spożywania mleka z zaleceniem kontroli za sześć tygodni. No - nie jest źle ale mogłoby być lepiej. W kolejności potem: zakupy ziemniaków, sera i buraczków od pana gospodarza i  Niebieska do przedszkola.

A teraz... Korzystając z faktu iż kolejne spotkanie mam o trzynastej, a potem kolejne o piętnastej siedzę siedzę sobie przy kawusi, zapatrzona w moje piękne tulipany i słucham Chrisa Cornella płytę Songbook. Zainspirowana blogiem z sąsiedztwa :)) powróciłam do dźwięków, które na  chwilę zapomniałam, a które uwielbiam. Powrót w pięknej odsłonie. Nie ma na tej płycie skuchy, przynajmniej na moje ucho. I ten głos... a jak do fonii dołoży się też wizję to już takie ciacho na słodko, że OMG ;))))

Te tulipany to niektórym się może wydawać nic wielkiego. Po prostu tulipany. Możliwe. ALE. ja tulipany kocham ze wszystkich kwiatów najbardziej. I odkąd pamiętam marzyło mi się naręcze w kolorze koniecznie białym. I mimo, że ta białość bywała pisana między wierszami,nakreślona ołówkiem albo kredką, a czasem była ogłoszeniem do prasy - nigdy ich nie dostałam. Do wczoraj. Przyjemnie jest utwierdzić się w przekonaniu, że aby spełnić czyjeś marzenie nie potrzeba nie wiadomo czego. Wystarczy być uważnym i słuchać. Od serca. I ze inny też nas słuchają.

Przy okazji uderzyłam tą swoją głową pełną zachwytów w drogowskaz. Kochana Szalo - idź dalej tam dokąd prowadzi Cię serce, bądź wierna sobie i swoim przekonaniom. Będziesz słyszana i słuchana.

No to idę... a właściwie biegnę już, bo spotkanie tuż ;)))

czwartek, 23 lutego 2012
Miało być po bożemu, wyszło jak zawsze :)

Nagła awaria tramwajowa, więc bieg od przystanku do przystanku i wyścig z czasem. Wreszcie słupek wyświetlacza destynacji, sernik, herbata owocowa, brązowe pytanie, niebieska odpowiedź albo na odwrót, uśmiechów i wczorajszych wspomnień kilka. Wszystko szybko spięte uściskiem. Ocalone dwadzieścia trzy minuty. Każda jednym, białym tulipanem.

"Wskoczcie bez lęku, głową naprzód, do bezpowrotnej teraźniejszości, bo tylko tak, w mgnieniu oka, znajdziecie się w samym sercu wieczności".

środa, 22 lutego 2012
Wtorek po świętach.

A więc co my tu mamy.

Pani i Pan, dość chyba zamożni, w każdym razie wygląda, że sobie radzą. Przed czterdziestką, mają dziecko w wieku może z dziesięć lat. Nie wiem. Nieważne. Jest też dentystka dziecka, tutaj akurat wiadomo, że ma lat dwadzieścia sześć i jest kochanką Pana. I w to właśnie wchodzi widz. Po prostu. Bez wstępów. W coś co trwa, tu i teraz. Ani nie wiadomo kiedy romans się rozpoczął (może zanim poszli ze sobą do łóżka w lipcu, chodzili ze sobą na kawę już w styczniu?), ani jak historia potoczy się po tym kiedy my skończymy ją oglądać. Nie wiemy co miała żona zanim. Nie wiemy co miał mąż zanim. Ostatecznie - co w sumie jako jedyne jest do przewidzenia - Pan podejmuje decyzję.

Ale czy to zrobił z uczciwości (wobec kogo?), czy mu się po prostu ulało, czy chciał się rozliczyć sam przed sobą, czy dlatego, że chciał się zachować "porządnie" to już każdy musi sobie wykminić. A łatwo nie jest bo sam film nie dostarcza żadnych danych na temat bohaterów ani ich relacji wcześniej. W ten sposób mamy samych niewinnych. A wystarczyłoby raz czy dwa pokazać go jako nieczułego sukinsyna albo ją że go udupia w codziennych relacjach - i od razu widz ma święty spokój, wie kto dobry, kto zły, koniec myślenia w tym temacie. A tu - nie. Myśl widzu, wczuwaj się i cierp.

Obejrzałam ten film dwa razy w ciągu trzech dni. Za drugim wspólnie z Magiem.Gadaliśmy w trakcie oglądania, gadaliśmy po, gadaliśmy wczoraj w dzień, w nocy, gadaliśmy dzisiaj. Potrzeba gadania o filmie i samym kontekście była wielka. Już nawet nie wiem, które słowa są moje, które Maga. W każdym razem zgodnie twierdzimy, że to film, który bardzo porusza. Jest tak prawdziwy, że aż zatyka.To ciąg bardzo intymnych (niekoniecznie łóżkowych) scen. No nic. Polecam do obejrzenia jak ktoś ma ochotę. Bo właściwie jest to film o miłości.

Swoją drogą to muszę dotrzeć do innych filmów tego reżysera. Zaciekawiłam się. A inną, choć też swoją drogą - tak, wierzę w miłość i inne jednorożce. Mimo wszystko.


Branoc.


Marţi, după Crăciun, Rumunia, 2010, reżyseria: Radu Muntean, zdjęcie: scena z filmu


niedziela, 19 lutego 2012
Piątek, sobota, niedziela :P

ekhm... jakby to powiedzieć ....  Impreza, która miała być skromnym i grzecznym konsumowaniem alko w przyjemnym babskim towarzystwie zmieniła się w mniej skromną i mniej grzeczną imprezę koedukacyjną. OMG ;)))

Swoją drogą ile to ciekawych rzeczy można się dowiedzieć. Pomijam ploteczki, które są nieodzowną częścią takich imprez, zwłaszcza jeśli spotkają się osoby, które spędzają ze sobą trochę czasu w innym, wspólnym - nazwijmy to - kółku klasowym. Mówię o rozmowie  z człowiekiem, z którym mijam się gdzieś tam na korytarzach, z którym gadam od wielkiego dzwonu (dzwona?) zdecydowanie nie na tematy osobiste, częściej szybkim (acz serdecznym) pozdrowieniem wymieniamy się w biegu do swoich spraw. Tymczasem, podczas tego w sumie dość przypadkowego spotkania, ten właśnie człowiek miał do powiedzenia mi coś na mój temat. Coś dla mnie ważnego. Więcej niż jedno zdanie, rzecz przemyślana, spójna, nie będąca kurtuazją, terapią, wyrazem litości czy też współczucia dla "samotnej" kobiety. Była to rozmowa nie mająca nic wspólnego ze stylem "myyyszzzeerreejjj", właściwym dla rozmów o życiu i śmierci prowadzonych towarzysko po browarku jednym, czy drugim. W moim przypadku była to rozmowa, która zdecydowanie dodała mi skrzydeł. Fajnie było usłyszeć, zwłaszcza kiedy człowiekowi trochę wiary brak - naprawdę szczere, wyraźne i mocne podsumowujące "Szalo, ty taka fajna babka jesteś".

Było fajnie, na pewno do powtórzenia :) a tak mi się nie chciało iść, kompletny brak nastroju, kompletny był brak ...

ach i jeszcze coś. Kurka zwykle nie zakładam się, jeśli wiem, ze szanse na moją wygraną są minimalne. A tu zostałam omamiona ;))) i w związku z tym nierozważnie poczyniłam zakład pod wpływem ....  eee.... stawki ;)) Dopiero później dotarło do mnie jak bardzo poważny jest przeciwnik zdecydowany podjąć rękawicę - z pewnością dopnie celu. W obliczu realnego zagrożenia przegraną...  aaaaaaa  skąd ja wezmę na ten Madryt???? ;)))))))) Niehonorowo się wyłgać i wycofać, no wiem, wiem... więc cóż. Pozostaje mi wierzyć, że pamięć ludzka jest zawodna... ;)))))))))

18:04, paniszalo
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 lutego 2012
Tłusty, bo nie chudy.


Dobrze. Co ja tu dzisiok chciałam. Noł - pączka więcej nie. Noł, noł, noł! 

A już wiem! Dzisiejszy dzień, mimo, że w części schrzaniony jakoś dziwnie przyniósł mi nadzieję. w sensie - samopoczucia nadziejnego. Nie wiem czemu ale poczułam wielką wiarę w to, że będzie dobrze. I nadzieję na realizację planu, który sobie właśnie przed chwilą pięknie nazwałam jednym zdaniem. Dwoma słowami. Niech się spełni :) Odpukuję w puste, niemalowane (no nie.... w czoło nie - jeszcze mejkapu nie zmyłam ;)))

Młoda mówi, że nie zjadła wnętrza pączka, bo dżem był czereśniowy (!). Wiec pytam co wobec tego zjadła. A moja piękna Niebieska z oczami w których i niebo i piekło, odpowiada: ZEWNĘTRZE :)

A jutro idę na imprezę. Znaczy się na przyjemny skromny alko z Koleżaneczkami ;)) potem może jakaś knajpa na polach. Zamierzam się dobrze bawić, napić trunku w dobrym towarzystwie i wrócić na rauszu do chaty. Wiem, wiem. Marzenia niskich lotów ale cóż :) akurat teraz jest na takie zapotrzebowanie. i są do spełnienia :) ha!

 

* czwartek z http://www.piktografiki.com/2011/11/bo-czwartek-rozkreca-sie-dopiero-pod.html

Piktografiki - wyróżnienie główne w konkursie Blog Roku 2011 - gratulacje :)


22:06, paniszalo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 lutego 2012
Czternasty.

Sześć lat temu o tej porze mniej więcej od dwóch godzin byłam w drodze. O żesz. Co to była za podróż. Bujało jak na morzu. Mdliło mnie, kręciło mi się w głowie. Umęczyłam się jak diabli,  nie mówiąc już o tym, że jechałam bez mapy, w sumie na oślep zdając się na własny instynkt. Kompletnie nie ogarniałam rzeczywistości, momentami traciłam kontrolę nad sterami, nie wiedziałam jak się nazywam. Zmysły kompletnie mi się pomieszały. Wyglądałam jak za pięć dwunasta, nie w sumie jak pół godziny po pierwszej. Półtorej godziny po północy, czyli w sumie już piętnastego dojechałam szczęśliwie do celu. Niebieska postanowiła się urodzić :)

Mówiła do Państwa Szalo. Singiel. Długogrający.

No to się zaczyna. Amora strzały w 10.

 

Mamo Maciek się nazywa Iksinski. Ja sie bede nazywała Iksinska. Znaczy zależy jak się dogadamy - oznajmiła Niebieska pomiędzy jednym łykiem wody, a drugim.

Cóż. Czas poznać Rodziców Kolegi z przedszkola i może jakieś dobrze oprocentowane konto weselne założyć... ;)))

 

poniedziałek, 13 lutego 2012
Pchły na noc.

czasem nie mam siły na nic.

dzisiaj nie mam siły na nic.

I ja tak myślę dzisiaj, że tylko człowiek może mnie uratować. Gdyby tak siadł blisko mnie, przytulił i powiedział, że będzie dobrze. Gorącym kubkiem herbaty zdjął ze mnie chociaż część tego co dzisiaj mam na ramionach. Po prostu BYŁ.

dobranoc.

sobota, 11 lutego 2012
Bo fantazja, fantazja jest od tego.... ;)

hmm.... po części pierwszej Urodzin Niebieskiej (część druga jutro) odpaliłam zmywarkę i zimnego lecha. I tak sobie myślę - iść spać, czy nie? powinnam, bom zmęczona bieganiem za babeczkami, tortem, tiramisu i innymi smakołykami jak koń po westernie. A z drugiej strony nie chce mi się nawet tyłka ruszyć (bo i po co, do pustego łóżka). No i tak pilnuję, żeby mi się tutaj żadna melancholia nie wkradła, bo nie zdzierżę jak mi się dosadzi do MOJEJ butelki piwa na krzywy ryj. Nie podzielę się za cholerę. A poza tym nie potrzebuję tutaj nikogo z rozmemłanym, łzawym spojrzeniem i potarganym włosem. Potrzebowałabym raczej kogoś, kto .... zapali pachnące świeczki w łazience, naleje wody do wanny, przyniesie kieliszek czerwonego wina, a potem hmm... no. Poda mi suszarkę do włosów;))) albo... hmmmm... może przydałby się jakiś drink z palemką na plaży i przystojny Hiszpan lub Włoch dla odmiany, co mi słońce zasłoni bo taki duży będzie? Albo taki ktoś, kto by mnie zaciągnął gdzieś tam, do... hmmm.. no nie wiem.... jakiejś sali konferencyjnej powiedzmy i bez słowa namiętnie pocałował. Albo nie - może w drugą stronę - ja zaciągnę kogoś, bez słowa namiętnie pocałuję, a potem sobie pójdę. A ten ktoś będzie sobie myślał o co kaman, a potem przyśle mi list, że mnie kocha nieprzytomnie i nic na to nie poradzi. A ja mu odpowiem we łzach, że i ja go kocham od dawna i padniemy sobie w ramiona. Łoooo matko bosko. jak ja coś wymyślę to  bez ładu i składu. Bo o ile łazienkę uświadczę, to gdzie w moim domu plaża albo sala konferencyjna? Poza tym jak mielibyśmy sobie paść w ramiona? skoro on pisze list znaczy, że pisze nie z tej sali konferencyjnej. Gdyby pisał z sali stojąc przede mną to by przecież było pisanie listu bez uzasadnienia. No i przecież nie używam suszarki... Wszystko mi się pochrzaniło ;))) to ze zmęczenia ;)))

bredzę ;)

piątek, 10 lutego 2012
Fiku miku jestem w Twoim pamiętniku, czyli podwójne strzały w 10 ;))

Chciałam kilka strzałów wrzucić ku pamięci - strzałów które miały miejsce dwa tygodnie temu podczas weekendu matek z dziećmi ;)) żeby przybliżyć tło sytuacyjne - weekend trwał dwa dni, odbywał się na włościach Crispii, dokąd wraz z Niebieską chyżo podążyłam pilnować pod nieobecność gospodarzy obejścia i karmić zwierzęta - w porywach sztuk cztery. Towarzyszyli nam: Zięć mój przyszły Maciuś ;)) i jego Matka, z którą jak się ułoży będziemy teściowymi ;)) Żeby była jasność Niebieska i Maciuś mają wspólny przelot od wczesnych lat żłobkowych - poznali się mając lat około dwóch i właśnie tam, wśród misiów, pysiów, pieluch i smarkania rozpoczęła się przyjaźń przez wielkie P.

No i tak po słonecznym dniu, kiedy koniecznie należało użyć - jak to powiedziała Niebieska kremu przeciwopalnego, po próbach ogniowych i pełnych napięcia (bez napięcia) chwil - dzieciątka nasze posnęły - wespół w zespół na jednym wielkim materacu. I my wkrótce też - w zapachach snów i przy wtórze delikatnego pochrapywania naszych dzieci.

Słonecznego dnia następnego obudził nas szept Niebieskiej do Maćka:

- wiesz dlaczego cię giglałam pół nocy?

- nie

- bo chciałam, żebyś te giry ze mnie zdjął.

EKHM. bezgłośnie chichotałyśmy  z matką teściową nasłuchując dalej.

- ja bym się jeszcze przespała - rzecze Niebieska do Maciusia

- mówiłaś, że już nie chcesz spać !

- no ale teraz mi się chce...

- to się zdecyduj!!!

buahhahaha pękałyśmy ze śmiechu. Jednak rozmów o życiu jeszcze nie koniec.

- jestem zakochana w Maćku - mówi Niebieska rozmarzonym tonem

- ja się z tobą nie zakocham- odpowiada rzeczowo Maciuś

- ale ja jestem zakochana w Maćku z przedszkola...

i tu nastąpiła wymowna CISZA :)


Galanthus nivalis :)

... po z żalem skończonej lekturze, trochę podobnej do jednej z moich legend sentymentalnych,

... po cudnym komplemencie,

... po dobrym filmie z piosenką, którą dotąd znałam od innej strony,

... po rozmowach spacerowych,

... po liście, na który przestałam czekać, a jednak się przysłał,

... po pięciu migoczących sekundach w ciemnym akwarium,

... po przytuleniu serdecznym, ciut urodzinowym

świergoląco mi, lekko, kosmato trochę, na przekór wszystkiemu.

Dawno nie czułam się TAK DOBRZE!

niedziela, 05 lutego 2012
W dalszym ciągu wśród listów miłosnych w towarzystwie MM.

Mój tydzień z Marilyn. Bardzo subtelnie ale czytelnie ukazany paradoks sławy MM. Kiedy podczas filmu spogląda się głęboko w oczy Marilyn  i słucha słów, które z wielkim żalem i tęsknotą wypowiadają te piękne zmysłowe, lekko nadąsane usta pomiędzy jednym chichotem, a drugim - można poczuć autentyczny smutek. A po wyjściu z kina chcieć biec po zbiór pamiętników Colina Clarka, a potem obejrzeć ten film jeszcze raz i może odkryć coś nowego.  Film w moim odczuciu zapierający dech w piersiach, kreacja Marilyn (Michelle Williams) przekonująco prawdziwa. Piękna koronkowa robota wydziergana na szydełku i włóczce emocji delikatnych jak babie lato. Szczerze polecam.

A potem powrót do "Listów..." podczas tramwajowej podroży przez most i ciepła łza wspomnienia, melancholia jesienna, nieadekwatna do aury mroźnej i zimowej. I ta sama myśl, która pojawia się codziennie, za każdym razem, kiedy tamtędy przejeżdżam. Dlaczego nie wysłałam wszystkich listów, które napisały się w moim sercu od tamtej nocy snu letniego? Dlaczego tyle strachu przed wymknięciem się z moich rąk miały w sobie te pachnące bergamotką, przewiązane muślinową wstążeczką koperty? Dlaczego zostawiłam je tylko sobie, choć adresat był na wyciągnięcie ręki? Dlaczego nie dokończyłam niektórych? Dlaczego mam poczucie, że coś się zawiesiło w próżni? Dlaczego nie znam odpowiedzi na te pytania?

"Nie jest wszystko jedno"

I znowu niedziela. Cicha, z kawą w kubku w jagody, z chrapiącym Filemonem u boku, wśród "Listów na wyczerpanym papierze"*. Ech....  od niego do niej listy piękne, uroczyste, wzruszające.

- a ona mu pisze z takim luzem większym, bardziej prosto z serca i głowy, podczas gdy on wstawia meble gięte rzadkiej urody.

- Przepiękne, żal, że teraz tylko maile.

- (...) maile wiesz, też polubiłem, choć kiedyś mocno odgraniczałem to co piórem na papierze od tego, co w komputerze. Lenistwo? czy docenienie innych zalet maila? jedno i drugie.

- Listy pisane są takie romantyczne. Bierzesz go do łóżka, możesz włożyć pod poduszkę. Trudno spać na laptopie, który oprócz listu ma w sobie milion spraw zawracających głowę.

- masz rację ;) oczywiście napisać na laptopie hi hi. To kolejna różnica (...)

Tak sobie myślę, dziś jest piąty dzień lutego. W 64 roku Jeremi już miał lekką miłosną szajbę... Z tym pięknym napięciem pomiędzy wierszami, z tęsknotą, która pędzi listem kolejnym. Zupełnie jakby chciała, ta tęsknota prześcignąć czas, by tęsknotą jej nie zdążyć nazwać.

Udaję, że nie wiem jak i w jakich okolicznościach przyrody ta historia się zaczęła i jak się skończy. Czytam sobie chłonąc i tęskniąc za pięknym listem miłosnym

"(...) list jest jedyny, żadne kopiuj wklej wyjustuj, delete, każda litera w nim inna (..)"

no właśnie.

 

* "Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory listy na wyczerpanym papierze"

piątek, 03 lutego 2012
Prawie zacytowane. Somebody that I used to know.

Kurcze. Przez ostatni tydzień zabierałam się do pisania codziennie. Każdego dnia rozpoczynałam wpis, po  każdym dniu wzbogacałam moją szufladę o przynajmniej jeden fragment notatki. Zrobił się bałagan, momentami miałam wrażenie wrażenie zabrnięcia w ślepy zaułek. Przez chwilę myślałam, że niemoc twórcza mnie ogarnęła, jednak  po dzisiejszym wieczorze wiem, że to nie jest wyjałowienie (szczęście wielkie) tylko po raz kolejny podejmowane próby znalezienia odpowiedzi na ciągle aktualne pytanie: Jak przeżyć życie i nie zwariować? ;)

W zakamarkach mojej lokowatej, rudej głowy, poutykały się myśli przeróżne. Od żalu po złość. Od smutku i bezradności po butną wściekłość na zaniechania. Cała piękna - nomen omen - gama. Niech się wyśpiewa, wykrzyczy, wywrzeszczy do końca. Musi sobie wybrzmieć, bo milczeć i udawać, że szafa gra na dłuższą metę nie da się po prostu. Wspomnienia aktualnie robią mi porządne pranie mózgu. Dziś dałam się pięknie wkręcić w emocjonalną rozgrywkę. Po wywyciu się potężnym, po wylaniu łez, (jak to możliwe, że ciągle są?) na duszy zrobiło mi się lżej, a przed oczami jakby jaśniej. Nie mogę dać się omamić. Muszę pamiętać dlaczego to wszystko zrobiłam. Nie mogę zapominać o tych kilkunastu miesiącach w ciągu których budowały się wszystkie moje przemyślenia. O tym, że argumentem nie było "bo tak" tylko strach i brak poczucia bezpieczeństwa. I właśnie to przekonanie, że nie zrobiłam tego dla swawoli, kaprysu i wolności tylko z bólu nie do wytrzymania, na który nie znalazłam żadnego panaceum -  zbuduje moje fundamenty pod pełną, bezwarunkową akceptację sytuacji w jakiej jestem. Nie chce mieć poczucia winy z powodu głośnego wyrażenia swojego zdania w temacie braku zgody na jakość życia, jaką mi zaproponowano. Walczyłam na wszystkie sposoby, uciekając się do przeróżnych środków. W końcu postawiłam wszystko na jedną kartę, w nadziei, że ugram ziarenko, które zakiełkuje. Nie ugrałam nawet połóweczki, ach co tam - przegrałam z kretesem aż świstało. Jednak uświadomiłam sobie kilka ważnych rzeczy. Musztarda po obiedzie powiedzą znawcy "prawd życiowych". Niech gadajo co chco. W nosie to mam. Nikt nie ma prawa oceniać mojego poczucia czasu. Najważniejsze jest to co z tego wyniosłam, co TERAZ, po tym wszystkim wiem O SOBIE. I z czym pójdę dalej.

ile to tam zostało ... 46 dni do wiosny?

czwartek, 26 stycznia 2012
Strzał w 10. O żywieniu.

Siedzę z Niebieską, układamy księżniczkę z koralików do prasowania (wiem, wiem brzmi jak brzmi ale tak jest , fajna zabawa swoją drogą). Po kolacji na którą jadła tosty. Młoda coś chrupie. Myśląc, że to koralik pytam co ma w buzi.

- Zeschnięty płatek kukurydziany - odpowiada Młoda i chrupie dalej.

- Skąd?!!!

- Z PRZEDSZKOLA.

 

ekhm. Jutro musze sprawdzić w jadłospisie przedszkolnym, kiedy ostatni raz na śniadanie były płatki kukurydziane. Mam nadzieję, że nie w poniedziałek.... ;)))

środa, 25 stycznia 2012
Skromna (?) definicja (?) jak ta lala (?) ;)))



"Nooo... takie Kilimandżaro, taki żywioł, patataj i refleksja, precyzja i odlot, świadomość co po co i dlaczego, a jednocześnie otwarcie na bardzo różne różności które ludzie w życiu uprawiają i które się przydarzają. Urok osobisty i jego widoczna świadomość, która go jeszcze bardziej podkręca, a nie niszczy. Taki rodzaj niepustej próżności którego za bardzo nie znam, najczęściej jest skromność i zwinięte skrzydełka, albo denerwujące gwiazdorzenie albo coś pośrodku, ale takie bardziej letnie... Kobieta totalna ma to jakoś w poprzek tych pojęć i zupełnie nie letnio ;-) Mam na myśli urok jako człowieka w ogóle, nie tylko w sensie kobiecości"

... jakby tak dołożyć do tego wkurw od czasu do czasu, smędzenie, zrzędzenie, płacz mniej lub bardziej adekwatny, myślenie na okrągło, rozkminianie piard albo rozwiązywanie zadań z treścią w nocy o północy itp ...  to faktycznie - wypisz wymaluj ja ;)
hahaha :)

zdjęcie ze strony: Interia fakty

niedziela, 22 stycznia 2012
neennuuu nannauuu łeeenneee ;)))))))))))))))

Jest godzina 13.15. Słownie trzynasta piętnaście. Siedzę na mej miękkiej brązowej kanapie, we szlafroku we niebieskie kwiatki, kot Filemon posapuje, ja piję drugą kawę, wesoło konwersuję za pomocą wszelkich dostępnych kanałów komunikacyjnych i mam absolutnie nastrój na przeloty prosto z Festiwalu Twórczości Żenującej. Takie swobodne interpretacje, teksty wysublimowane, wszystko w cudownych oparach absurdu wcale nieduszącego :) Wię, że nie każdy musi to lubieć ;) ale ja żenująco śmieję się do rozpuku z całej tej żenady :) Bo i żenująca też jestem, a jakże ;)))) I chciałam o tym fakcie poinformować szanownych telewidzów, w to niedzielne baaardzo leniwe popołudnie, kiedy wciąż przeciągam się horyzontalnie ;)

... wstać czy nie wstać.. oto jest pytanie :) Trzeba po prostu pytać, a nie czaić się z kwiatami buahahhahhaaha ;))))

A właściwie to historia bez puenty (no tak, w sumie tak ;))) Raz mogę ;) W końcu, kto bogatemu zabroni się bawić, a biednemu bogato żyć, hę? ;)))

;)

ps. 1 Cytat w tytule pochodzi z przeboju O Boże, Bożenko , a na deser (hahhahha) mój ulubiony z tego samego garnka - wzruszający do bólu i łez, nieśmiertelny hit .... :))))))

ps.2. wstać, wstać bo na szesnastą Rzeź :)

Sęk ju sęk ju :)

Drodzy Parafianie :)

DZIĘKUJĘ serdecznie za wszystkie głosy oddane na Panią Szalo :)

Dwie złote kulki dla Dwulatki i ostatecznie miejsce w pierwszej setce wśród ponad siedmiuset  zgłoszonych :) cieszę się tym bardziej, bo Wasze i mój (;)))) głos nie poszły na marne -  dorzuciliśmy się do turnusów rehabilitacyjnych :)

Wszystkich Autorów, którzy znaleźli się w II etapie serdecznie pozdrawiam i życzę powodzenia :)  już wytypowałam swoich faworytów w trzech kategoriach i gorąco im kibicuję :)

Jeszcze raz ściskam i cieszę się, ze brać blogowa tak się wzięła i zebrała do dobrej zabawy :)

 

* zdjęcie ze strony http://hanula1950.blox.pl/2009/03/PORTRET-POLSKIEGO-INTERNAUTY.html

13:05, paniszalo
Link Komentarze (2) »
sobota, 21 stycznia 2012
"A kiedy już przyjdzie czas... "

Z dzieciństwa pamiętam taką scenę: jestem w kuchni, w oknie firanki, okno na dom sąsiada (ach... ;)))))hihihi), rządek jasnych szafek pod ścianą, jasny drewniany stół z lekko połyskującym blatem wykończony ciemną listwą, w tym samym stylu drewniana kratościanka, a na niej bezcenna kolekcja żelazek z duszą. Na stole (?) stary magnetofon kasetowy Grundig. I grana na okrągło ta sama muzyka z kasety. Chyba różowej. I Zielonooka śpiewająca. "Kawiarenki" .

To jedno z najpiękniejszych wspomnień i jedna z najpiękniejszych piosenek jaką znam. Taka ciepła, melodyjna i kobieca. Jak moja Mama. Jak ja.

***

Irena Jarocka [*]

czwartek, 19 stycznia 2012
nas bohaterów prądem???....

Jechałam wczoraj rano trampem w którym capiło trampem i myślałam o wyposażeniu człowieka w pozytywne nastawienie do świata. Nawet w wersji demo jest tego sporo. Więc teoretycznie na jakiś czas powinno wystarczyć. Mało tego z biegiem lat powinno naturalnie przybywać. A więc..

... łe kurza. To temat jednak na dłuższą chwilę  i niekoniecznie na ten stan. Wrócę do niego w bardziej stosownym momencie. Bo dzisiaj... no cóż. Wyglądam jak za pięć pierwsza choć jest pięć po drugiej, łeb mam trzy na dziewięć i żadnego koloru na twarzy.

Młoda sprzedała mi wirusa. Ry wirusa z Ussssssaaa...

FOK. z tego wszystkiego zapomniałam o liściach laurowych do rosołu :/

*

Jeśli lubisz Panią Szalo wyślij SMS o treści A00644 na numer 7122.

Koszt 1,23 brutto. Dochód z SMS'ów zostanie przekazany na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych.

14:08, paniszalo
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 stycznia 2012
Sto kolorów kuchni *

Jedzenie to jedna z najprzyjemniejszych czynności jakie znam. Poza spaniem ;)

Jestem absolutnym smakoszem. Lubię przygotowania do gotowania, kiedy najpierw pojawiają się bąbelki, później koralowe bulgotanie, kiedy orzechowe smaki wymykają się spod niedomkniętej pokrywki. Lubię te kulinarne delikatności, wyrafinowania i przyprawy wszelakie, kardamonową pieszczotę, odrobinę migdałowego zapachu na zakończenie przyjemnej uczty.  Lubię kiedy robi się gorąco, kiedy parzy aż tak, że powinno się syknąć i chwycić za ucho, a jednak trzyma się ręce w ogniu.

Tak cudownie smakuje kawa wypita później niż zwykle się ją pija. Tak apetycznie, aksamitnie i wcale niegorzko jest, kiedy czekolada rozpływa się w ciepłych dłoniach. Bosko gdy cynamon słodkawo - korzenny pachnie rdzawym rulonikiem namiętności, a imbir pławi się w gorącej herbacie pomarańczowej rozkoszy...

Jestem na diecie. Bo tak postanowiłam. Bo nie lubię gotowania w pośpiechu. Bo uwielbiam rozkoszować się, smakować, ucztować. Bo nie chcę przed jedzeniem zapychać się landrynkami.

***

* to najfajniejszy blog kulinarny w sieci :)

 

***

Jeśli lubisz Panią Szalo wyślij SMS o treści A00644 na numer 7122.

Koszt 1,23 brutto. Dochód z SMS'ów zostanie przekazany na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych.

piątek, 13 stycznia 2012
Lato było jakieś szare.

Od tamtej chwili płaczę dużo. Dużo nawet jak na mnie. Musze wypłakać wszystko. Do samego końca. I mam nadzieję, że nie zabraknie mi łez.

Dobrze jest umieć płakać. Dobrze, że znowu to potrafię. Szkoda, że muszę.

 

Tkwić
w szarej sukience
i podziwiać jak oddychasz.
Taki to był ten mój program.
Okazało się jednak, że należy
lśnić, błyszczeć, wibrować,
mieć myśli i pomysły,
być kimś,
mieć głowę na karku,
na głowie lok,
nad lokiem aureolę,
nad aureolą ptactwo,
dla ptactwa ziarno,
na ziarno pieniądze,
pieniądze za muzykę,
muzykę za ciebie,
za oddech
i za szarą sukienkę.


****

Jeśli lubisz Panią Szalo wyślij SMS o treści A00644 na numer 7122.

Koszt 1,23 brutto. Dochód z SMS'ów zostanie przekazany na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13